Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 901 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

inaczej

sobota, 02 września 2017 12:12

toczy się zupełnie w dziwną stronę. 



ilość komentarzy (1) | dodaj komentarz do wpisu

nic się nie dzieje.

wtorek, 25 kwietnia 2017 10:04

raczej sporadycznie tu zaglądam - zazwyczaj z braku czasu lub niewielkiej weny do pisana. Mało co piszę (właściwie od pewnego czasu w ogóle) i nie maluję. Brak predyspozycji, możliwości, zresztą chęci też. Mam dużo na głowie, a tak niewiele się dzieje. Właściwie w kółko to samo - praca - dom - praca - dom. Rzadko udaje mi się osiągnąć więcej. Niedawno byłam w Opolu, ale nie po resztę rzeczy, które dalej tkwią u tej dziwnej, niestabilnej emocjonalnie osoby, tylko aby zobaczyć się z mamą, siostrą, Karolem, Shane i aby później pojechać do Katowic na kolejne szkolenie z pracy. Miło spędziłam czas. Szkoda tylko, że tak krótko.  Właściwie to tyle. Na pewno wejdę dodać coś przed 29tym. A więc miłego!



ilość komentarzy (0) | dodaj komentarz do wpisu

pozytywnie (: (:

piątek, 24 lutego 2017 12:18

u mnie coraz lepiej. Chwilowo finansowo płacę za błędy sprzed lat, ale pozostało mi tylko dwa miesiące i na pewno już nigdy nie wezmę żadnego internetu czy telewizji bez uprzedniego zastanowienia. Po miesiącu pracy dostałam propozycję od kierownika a niedługo jadę na szkolenie do Krakowa, gdzie będę się szkolić na kierownika zmiany. Podoba mi się menadżerowanie, mam u siebie fajnych ludzi i ciągle coś się dzieje. Zazwyczaj ani się obejrzę i mija mi 9 czy 10 godzin. Ostatnio tak się zagalopowałam, że byłam 13 godzin, czego nie powinnam robić według kodeksu pracy. Ale w końcu płacą mi za to i to nie powiem, całkiem nieźle jak na kogoś, kto pracuje niecałe trzy miesiące i już miał podwyżkę. Taki mam plan - jeszcze tylko dwa miesiące (bo to w końcu 700zł za każdym razem) i wyprowadzę się stąd do własnego domu. Tym razem nie będę patrzeć na nikogo, tylko na siebie. Według mojej filozofii to najpierw ja muszę być szczęśliwa, aby uszczęśliwiać innych. Doświadczenie z poprzedniego związku nauczyło mnie, ze nie można dać się zmanipulować przez drugą osobę. Chociaż nieraz potrafi to robić tak umiejętnie, że da się zauważyć dopiero, gdy jest zbyt późno. Jestem wkurzona, że nie mogę mieć dalej swojego psa i że, pomimo próśb, dalej nie mam wszystkich swoich rzeczy. Bóg chciał, abyśmy miłowali swoich wrogów, ale wyobraźcie sobie, moja była wysypała pierdoły z szafek do worków na śmieci a zapomniała, że szafki były moje :D Dlatego już się umówiłam z właścicielem, że dam mu znać jak będę się znowu wybierać po rzeczy (na swój koszt czwarty już raz, bo panna nie potrafi mi oddać wszystkiego) i wejdę tam do tych ścian i zabiorę co moje. Parodia, oddała mi jeden kubek a miałam z ponad 10. jak nie 20. :D Albo kołdrę mi oddała, ale poszewki już nie :D Piszę to jako przestrogę - nigdy nie ufajcie nikomu za bardzo i co najważniejsze - NIE ZACZYNAJCIE MIESZKAĆ Z OSOBĄ, KTÓRĄ KRÓTKO ZNACIE. Śmiesznie to brzmi, choć w moim życiu często się układało tak, że krótko kogoś znałam i zaczynałam mieszkać z tą osobą. Często jednak było to spowodowane sytuacją, zresztą tak samo było w poprzednim moim związku. Szybko zamieszkać ze sobą, bo Ją wywalił facet, co zresztą ona mi potem zrobiła. Karma wraca, z całą pewnością los się odwróci i ona może w końcu zrozumie, że krzywdzi ludzi. Zresztą w sumie mało mnie to interesuje. Mam swoje zajebiste życie, swojego super syna, najlepszą pracę na świecie i wcale nie potrzebuję na teraz być z kimkolwiek. I co najważniejsze, odzywam się z mamą i siostrami. Kontakt czasami kuleje, bo mam naprawdę niewiele czasu, aby korzystać z komputera i wchodzić na fejsa, bardziej dzwonimy do siebie i piszemy, ale cieszę się, że znowu są :) kolejna przestroga - sami pomyślcie, jak można być z kimś, kto zabrania Ci kontaktu z mamą, bo uważa, że rodzicielka chce dla Ciebie jak najgorzej, czy nakłania do tego, aby nie odzywać się z rodzeństwem, które Cię "wykorzystuje", a żeby było najśmieszniej to ta osoba przy Tobie sama odzyskuje kontakt z mamą, z którą kupę czasu nie miała kontaktu, czy z rodzeństwem. Co za patos sytuacji. Śmieszne to.



ilość komentarzy (1) | dodaj komentarz do wpisu

time out.

poniedziałek, 12 grudnia 2016 12:00

ten rok kończę smutnymi akcentami. To, co rzecz jasna, do końca życia trwać miało upadło, pogniotło się, zbiło i z całą pewnością nie da się poskładać. Czy na nowo układać puzzle nie mając nadziei na to, że mam w posiadaniu wszystkie elementy? Wydarzyło się wiele. Począwszy od ograniczania mi wolności, poprzez zabójczą zazdrość aż do miejsca, w którym się znajduję. To dobre miejsce, jeżeli mam patrzeć przez pryzmat NAJWAŻNIEJSZEJ osoby w moim życiu, która z całą pewnością nigdy nie zamieni z nikim miejsca. Choć czuję się pusta, wyssana z uczuć. Jak gdyby ONA zabrała mi wszystkie i potem wyrzuciła mnie ze swojego życia, choć to była jednak moja decyzja, aby nie tkwić w tym szaleństwie. Powinnam być przyzwyczajona, przecież zawsze coś było nie tak. Może to we mnie tkwił problem, a może w nich. Gdy każda z kolei mówiła przekonująco "ja nie jestem taka jak Twoje byłe" a następnie okazywało się, iż sytuacja może być o wiele bardziej dramatyczna od poprzednich. Tym razem udało się być rok ze sobą, trochę ponad. Ona nigdy wcześniej nie była z kobietą. Może właśnie dlatego nie powinnam była się wiązać? Skoro byłam oskarżana o sypianie z kolegami, to mogłam czuć, że nie odpuści. Tak, jak ojciec Igora, dopóki żyje, dopóty trwać będzie zazdrość o niego. Jak żyję, w żadnym związku nie było z tym problemu. Kłopotem też miało być moje spotykanie się z synem - że niby dwa, raz w miesiącu wyjazd na dwa dni to dla Niej za dużo. Przelana czara goryczy. Tu, pod tym kątem, nie było miłości, brak zrozumienia królował, a to jednak ja już zbyt dużo straciłam dzięki Niej. Kontakt z mamą biologiczną, siostrami, znajomymi i w dodatku chciała mi odebrać Igora na koszt siedzenia wieczorami i picia alkoholu. Nie dało się przemówić do rozsądku. Zostałam wygnana (żeby nie powiedzieć brzydko) z własnego domu. Właściwie to nie będę się rozdrabniać, gdyż nie chcę na nowo przechodzić sytuacji sprzed miesiąca. Nie mam swojego psa, nie mam gekona, większość moich rzeczy tam została i chcę je odzyskać. W miarę możliwości co będę mogła, zabiorę tu, a potem wynosząc się stąd do miejsca, które nazwę swoim domem zabiorę całą resztę. I tam będę szczęśliwa sama ze sobą. Póki co, znalazłam pracę, co najważniejsze. Jestem odcięta od świata. Mam inny numer, nie mam facebooka. Nie jestem sama, ale jestem samotna. Nikt mi jeszcze nigdy tak nie zjebał sytuacji życiowej. Choćby nawet najgorszy wróg. A co dopiero kobieta, która ponoć mnie kochała i mówiła "nerki bym Ci nie oddała, ale serce już tak". Bujda. Jeżeli ktoś próbował się ze mną kontaktować, to proszę kontakt mail. tamas.shane@gmail.com



ilość komentarzy (700) | dodaj komentarz do wpisu

wtedy był 6 sierpień.

środa, 21 września 2016 23:51

odeszła niczym mgła po pięknym poranku. Rosa przykryła twarz, dłonie stały się ciemne, jak drewno, po urzeźbieniu bejcą. Poszła, wybrała się daleko, a ja nie odnajdę jej w naszym człowieczym życiu. Znajdujemy kompromis: jedno życie do dwóch i jest o co walczyć. jedna poszła niczym sznur rozwieszony na wietrze. Druga, posiadając trzynaściorga problemów uciekła szybko, i na nic zdał się półmrok i prośby, w tamten mroczny podwieczór uciekła. Później, gdy byłam koło niej, ścisnęłam dłoń, wypowiadając słowa. Nie była taka, jak mówili, że oni są. To był dotyk skraplanej wody na kwiaty. I mówiłam do niej, płakałam, szeptałam, morze lez wylałam wtedy, jak nigdy wcześniej zamknął się świat na wszystkie wejścia i już nikt nie potrafił dotrzeć. Skończyła się wrażliwość, a miłość pozostała skromna. Już niczego nie ma po Twoim odejściu. Śmierć zamyka bramy życia, które ciężko otworzyć. tamtego dnia krew zmieszała się z euforią, smakiem zapomnianym. Ostrze przecięło dokładnie w tamtym miejscu skórę, i już nie było osiemnastu miesięcy czegoś, i dziwne uczucie pokryło duszę. Wtedy właśnie odeszłaś, a ja czułam całą sobą ból, lęk i samotność, która pokryła mnie i została na zawsze. 

 

niczym czarownica określam granice i wiem jak poruszać się w świecie przymusu. To przestrzeń, w której gram drugoplanową rolę, a ona kończy się zawsze tak samo/

 

to ciężki czas dla mnie. Muszę zapomnieć, albo starać się żyć jak wcześniej. Brakuje mi chęci, nie chcę.

A jednak mam dla kogo. Syn mówi, że kocha, a to piękne. Moja dziewczyna też.  A ja taką pustkę czuję. I wiem, że tamte chwile, spacer, i inne, nie były na darmo.

 

Odwiedziła mnie razem z dziadkiem i uwolniła mnie z mojej ciemności. pokrótce. 

 

 

bardzo ciężki czas. 

i nie wiem, czy zdołam się podnieść.

chwilami wolałabym być z Nią, tam.

na zawsze zdaniem, od małej litery. 



ilość komentarzy (2274) | dodaj komentarz do wpisu

never break down.

piątek, 01 lipca 2016 12:31

w pracy idzie coraz lepiej, mam plany, aby się rozwinąć i przejść wyżej na tzw. instruktora. Myślę, że taki mogę sobie założyć plan gdy, póki nie mam właściwie innej pracy spełniającej moje założenia. Póki co, kilka miesięcy już tu pracuję, lubię tych ludzi, nie muszę ukrywać prawdziwej siebie - to dla mnie ważne, zero krytyki, sam szacunek. Myślałam nad studiami - może znowu zacząć jakiś kierunek? Myślałam też o kursie fotografii. Ale właściwie nie mam kasy na to i w związku z tym odbieram to bardziej jako moją fanaberię niż odpowiedni krok w przód. Ostatnio znowu mam styczność z duchami. Kiedyś, kilka lat temu opisywałam tutaj pewne zdarzenie z duchem, które sprawiło, że naprawdę zaczęłam w wierzyć w to coś, co jest ponad. W ostatnich tygodniach spotykam kilka typów duchów, które nic szczególnego nie chcą, tak mi się wydaje. Nie rozmawiałam z nimi, więc ciężko stwierdzić :) W poprzednim miesiącu trochę się najeździłyśmy z Elą. Byłyśmy w Bielsko-Białej, w Sulejowie (na takim fajnym zlocie), u jej taty w domu rodzinnym, ogólnie mało miałam czasu. Chciałam do Igora jechać, ale Krzysiek (jego tatuś cudowny) stwierdził, że jak chcę przyjeżdżać na jeden dzień to to się nie opłaca. Osobiście uważam, że nawet jedna godzina byłaby opłacalna, ale nie chciałam się już z nim kłócić, szkoda zdrowia. Miałam mało czasu na malowanie, ale zaczynam pomału wracać. Ostatni mój obraz poszedł w Sulejowie na licytacji, generalnie to nie było nic wielkiego, coś dla ludzi, bez wglądu na potrzeby finansowe.Tak zakładam, październik, listopad - osiągnięcie pewnego założonego celu, związanego z moim malarstwem. Wkurzają mnie ludzie z pracy Eli. Ciągle wołają ją z jakiś powodów do pracy, nawet, gdy ma wolne. Rozumiem wagę stanowiska kierowniczego, ale oprócz tego, że się zajeżdża to nie ma z tego innych profitów. Przynajmniej na razie. Jej mama przylatuje w sierpniu, mamy nadzieję się zobaczyć. Chciałam do siostry pojechać, bo jest w Polsce, ale potrzebujemy z Elą przynajmniej 2-3 dni wolnego, aby do niej dojechać i jeszcze spędzić ze sobą trochę czasu. Może być to niewykonalne. Ale zawsze możemy do niej, do Niemiec się wybrać, gdy będzie taka możliwość. Tymczasem we wtorek jadę do Wrocławia, do Sylwii. Mam nadzieję, że Ela wybierze się ze mną. To tyle, jeśli chodzi o ostatnie tygodnie. :) 



ilość komentarzy (2019) | dodaj komentarz do wpisu

zostało.

czwartek, 02 czerwca 2016 20:00

dużo ludzi umiera. Mniej bliskich, bardziej, znajomych, przypadkowych. Smutne wycieczki na pogrzeb. Przygnębiająco ostatnio było, choć nic nie było w stanie popsuć Dnia Matki. Dostałam od Igora piękną laurkę. Napisał, że kocha. To było wzruszające, takie momenty na zawsze zapisują się w duszy. Myślę też, że odbyłam swój ostatni spacer do domu babci. Szłam drogą, po której nie szłam od lat, starając się uchwycić różnice, jakie tylko nasuwały mi się na myśl. Było ich wiele i to pogłębiało moje przygnębienie. Jestem bardzo sentymentalna. Babci już nie ma w domu, rodzice, rodzina, tak po prostu zawieźli ją gdzieś poza granice miasta. Jak można się w taki sposób pozbyć kogoś, kto tak wiele zrobił dla świata, w którym żyłam? Nastąpiło ogromne rozczarowanie. Zamiast do szpitala, to odesłać na śmierć. Nie potrafię się pogodzić z ich decyzją. Jeszcze bardziej zasmucił mnie wujek, który niepełnosprawny od lat, również podzielił los wygnańcy. Gdzie teraz jest ta przeklęta Siła Wyższa? Czy ona ma działać w taki sposób? Boli mnie serce, dusza, klnę w myślach zupełnie nie rozumiejąc, dlaczego tak się dzieje. Ja mam tylko jedno pytanie: dlaczego? Najczęstsze, na które nie ma czasami odpowiedzi. Tak naprawdę, wszystko się skończyło. Nie będzie już Świąt, jakkolwiek by wyglądały. Nie ma Boga, nie ma rodziny, którą znałam. Skończył się dom, w którym jako jedynym mogłam za dziecka spokojnie oglądać bajki. Słowa ugrzęzły w niczym. Jest prawie tak samo jak gdy siedem lat temu dziadek odszedł. Można się pocieszyć, że "jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczy nic". Właśnie zaczęło padać.A poza tymi refleksjami, to jest dobrze. Dzień Dziecka z Igorem wspaniały. Dostał trampolinę, taaaaką wielką. Z moją żoną dobrze się układa, choć mam humory ostatnio. Pewnie przez powyższe refleksje. Jutro do pracy, potem trochę wolnego, a następnie duuużo pracy. Dam radę. 



ilość komentarzy (1091) | dodaj komentarz do wpisu

bezwstydny aromat; odcinek/ przeznaczenie.

poniedziałek, 09 maja 2016 21:11

coroczny, urodzinowy. Z lekkim opóźnieniem.

 

mijam drogi, którymi inne stąpały
choć dziś wyciszone
i pamiętam, która była pierwsza
a myślałam ostatnia
i nie gubię się w tułaczce
by Ciebie odnaleźć

 

każdy rodzaj alkoholu
wyparował spokojnie przez palce 
bez pięciu ścian wiodących
czy piernikowego tortu

 

bierzemy przykład
choć
małe dorosłe dzieci odeszły
po kątach
szukając przeznaczenia



ilość komentarzy (709) | dodaj komentarz do wpisu

wrażenia po wyjazdach, przyjazdach, podwójnych urodzinach.

poniedziałek, 02 maja 2016 10:53

mama Eli, choć ją poznałam na Święta Bożego Narodzenia, okazała się być jeszcze bardziej pozytywną osobą, niż się spodziewałam. Spędziłam z Nią najwięcej czasu, bo Ela była większości w pracy. Pierwszego dnia byłyśmy na długim spacerze, akurat trafiły się nam dni miasta, więc było co oglądać. Przy rynku zorganizowana została sprzedaż jakichś starych pamiątek, obrazów, naczyń, pierdół. Nałaziłyśmy się, aż nogi bolały. Mama Eli się ucieszyła, otrzymała jakieś medale w swoim krokomierzu :D Zakupom również nie było końca, mama wydała małą fortunę, aby pokupować nam "potrzebne" rzeczy do domu, czy ubrania albo zdrową żywność typu hummus, błonnik, chia i jeszcze innego rodzaju artykuły, których nazwy ciężko wymówić. Nie było pytań o nasz związek. Bardzo dobrze, bo co mogłabym powiedzieć? Nie ma co mówić, jest bo jest, i tyle. :) Czuję, że zaakceptowała Nas takimi, jakie jesteśmy. Tak właśnie powinna zachowywać się matka - moim zdaniem. Miałyśmy kilka rozmów od serca, słów dumy, zrozumienia. Idealnie spędzony czas. Nie miałam zbyt wiele czasu, aby wrócić myślami do tamtych chwil, gdyż praktycznie od razu pojechałyśmy do mojej siostry, do Niemiec. Mama jeszcze dołożyła pieniądze, aby nam nie zabrakło na przejazd. Mogłyśmy kupić na szybko prezenty dla dzieci, kaszki i słoiczki dla malutkiej, sporą ilość papierosów. I ruszyłyśmy w drogę. Zdecydowałyśmy się wyjazd BlaBlaCarem w obie strony, bo jednak jest ta wygoda powiezienia pod dom. Chociaż gościu skasował więcej, niż obwieszczał na stronie, stwierdziłyśmy, że trudno. Jechałyśmy około 10 h, z kilkoma przystankami. Ale za to godzinowo wszystko się dopasowało, przyjechałyśmy praktycznie na obiad :D ucieszyłam się, gdy zobaczyłam wszystkich, choć miałam małe obawy - ostatnie nasze spotkanie nie było takie przyjemne, z pewnych względów (generalnie moja wina), ale tym razem nie miało prawa nic złego się wydarzyć. Było super! Mała E. jest cudowna! Reszta dzieciaczków też. Trochę się bawiliśmy, ale dwa dni to niewiele na spędzenie ze sobą czasu. Dużo kawy się przelało, wspólnych rozmów. Ela polubiła moją siostrę i jej rodzinkę. Udało się chwilę porozmawiać z najstarszą naszą siostrą na Skype - bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że i z Nią niedługo się zobaczymy. Przyjemnie było spędzić urodziny w gronie bliskich osób (tak się złożyło, że miałam urodziny 29go, a moja siostra 1go). Sąsiadka Agnieszki postawiła teorię, że zawsze, kiedy przyjeżdżam, zwiastuję tragedię :D oczywiście się śmiała, ale dwa lata temu 28go, będąc w ciąży upadła i złamała nogę. Tym razem 28go jej córka doznała obrażenia ręki. Następnym razem, jak będziemy jechały to uprzedzę, żeby z domu nikt nie wychodził :D Było super, naprawdę. Wróciłyśmy wczoraj wieczorem, dość szybko, o 22 byłyśmy w domu. Dzisiaj do pracy, a jutro wielkie sprzątanie. Czyli wracamy do codziennego życia. Później wiersz coroczny urodzinowy będzie. Jak go napiszę :D  



ilość komentarzy (568) | dodaj komentarz do wpisu

przyjazd, wyjazd...

sobota, 23 kwietnia 2016 8:57

dzisiaj w nocy jedziemy po mamę Eli na lotnisko. Planuje nas odwiedzić, a przy okazji pozałatwiać swoje sprawy w Polsce. Będę robić gołąbki i sernik z mojego zajebistego przepisu. I ciasto krówkowe, które już jest zrobione, czeka tylko na degustację. Mam wolne w pracy (generalnie trochę za dużo) ale i tak się przyda akurat na dni, gdy mama u nas będzie. Wczoraj wstałam o 5.40, miałam przyjść do pracy na roll out nowej promocji. Nie jestem przyzwyczajona wstawać o świcie, więc popołudnie spełzło na spaniu. Degresja. Jeśli zaś mowa o wyjazdach, to jedziemy 28go do Agnieszki, mojej siostry. Wszystko już zaklepane, wolne w pracy dane, więc tylko się cieszyć. Coś tam malowałam ostatnio, ale niewiele. Ogólnie jest dobrze :) 



ilość komentarzy (434) | dodaj komentarz do wpisu

bardzo pozytywnie. (szykuje się wyjazd!)

środa, 06 kwietnia 2016 9:39

wczorajszej nocy śniły mi się straszne rzeczy, pomieszane, poplątane, złe i niezbyt logiczne; oprócz dziadka i Igora. Sennik mówi "śmierć w rodzinie", ale jeśli bym miała żyć z poczuciem strachu przez nocne koszmary, to chyba bym do reszty zwariowała :D Tak mniej więcej na 98% jedziemy z Elą do Niemiec do mojej siostry, bardzo się cieszę, bo już dawno się nie widziałyśmy :D kwestia tylko ogarnięcia biletów i grafików w pracy. Z tym drugim generalnie już jest praktycznie załatwione. U mnie jest na szczęście tak, że co tydzień ustalane są zmiany, więc łatwo sobie dopasować potrzebne wolne. Teraz tylko czekać na wypłatę :D Nie będzie ona jakaś wyjątkowo wysoka (dopiero się wdrążam w pracy, więc właściwie muszę się jeszcze poduczyć) ale na bilety powinna starczyć :D Dostałam zamówienie na obraz od kolegi, ale, że trochę się już znamy, to nie policzyłam 400zł jak dotychczas brałam za obraz 70cmx100cm tylko 150, tak więc mamy dodatkowy fundusz w razie czego. A ja mogę sobie malować :D Dwie pieczenie na jednym ogniu. Kupiłyśmy ostatnio z żony wypłaty łóżko takie ogromne i śmiesznie tanie, że masakra. Karol pomagał mi je wczoraj skręcać, a w zasadzie sam je skręcał, a ja patrzyłam. Fajnie, bo jest duże, ale nie zajmuje dużo miejsca, używane co prawda, ale nie zarabiamy jeszcze milionów, aby było nas stać na nowe :D Poza tym szkoda kasy, a teraz chcemy zacząć odkładać na farby, aby odmalować pokój. Chciałam jeszcze dla Igora pieniądze przesłać i wziąć się za dług w UPC, który sobie narobiłam będąc jeszcze z O. Ale nie wydajemy kasy na alko bo ja nie piję od ponad roku, Ela też nic nie pije, jedynie co, to na fajki trochę idzie. W pracy palę rzadko, bo mam mało czasu, dużo gości nas odwiedza i jest mało chwil wytchnienia, także też mniej kasy schodzi. Zaczęłam rozmawiać z A., cieszę się, bo brakowało mi jej, jest dla mnie ważna i nie chcę mieć w sobie jakichkolwiek uraz. To co było, to już nie wróci, nie da się tego naprawić, ale ważne jest to, co jest teraz i to, co będzie. Dzieje się dużo pozytywów, jak dla mnie, to może się tak dziać. I jest super. :) 



ilość komentarzy (254) | dodaj komentarz do wpisu

ogólnie.

niedziela, 03 kwietnia 2016 10:42

święta spełzły wręcz na pracy. Niewiele się działo, ogólnie nie za bardzo lubię Wielkanoc, jest dla mnie mało klimatyczna i taka bezsensowna. Może to przez moje negatywne nastawienie - bardzo prawdopodobne. Ale przynajmniej zarobiłyśmy sobie z Elą na Święta i nie potrzebowałyśmy od nikogo wsparcia. To upiera mnie w przekonaniu, że jesteśmy zaradne i sobie damy radę ze wszystkim. Byłyśmy też odwiedzić ojca Eli, szkoda, że jej mama nie przyjechała. Poznałam ją na Święta Bożego Narodzenia, bardzo przesympatyczna. Czasami, gdy dzwoni z Anglii do Eli, to chwilę ze mną rozmawia, ostatnim razem minęła swój dom po drodze, gdy się zagadała :D U Igora dobrze, niedawno się widzieliśmy, poza tym był drugi raz w Opolu z tatą, żebyśmy się mogli spotkać. Ela zadowolona jest ze swojej pracy, dużo jest w domu i nie odbija się na nas brak czasu. Tymczasem u mnie w pracy ma dojść do redukcji jednej osoby, tym samym usłyszałam, czy mam ochotę więcej pracować. Jak najbardziej! Szybko czas leci, ekipa fajna, jest co robić, podoba mi się. Teraz leci drugi miesiąc jak pracuję u nich i naprawdę jest fajnie. Ogólnie jest dobrze. Maluję kolejny obraz, już trochę ich jest w kolekcji. Tak myślę, jeszcze z 6, 7 namaluję i można szykować się na wystawę. Już mam załatwione miejsce we Wrocławiu, więc teraz tylko tworzyć. Z racji tego, że nie sprzedaję od jakiegoś czasu namalowanych obrazów, mam trochę mniej kasy na materiały. Wiadomo, gdybym posprzedawała jak w zeszłym roku, za 4 stówy każdy, to coś by z tego było, ale jak już wiadomo, kompletuję swoje "dzieła", więc na płótna muszę kombinować z różnych źródeł :D jedno dostałam na Święta w zeszłym roku od Wiesia, od Sylwii dostałam (taka moja bratnia dusza :P), i żona mi nakupowała trochę. Ósmego powinna być moja wypłata, a w tym miesiącu przepracowałam więcej godzin, tak i wypłata powinna wyglądać lepiej, to może sobie sprezentuję ze dwa. Dodatkowo powinien jakiś grosz wpaść ze sprzątania Poradni, ze sprzątania w Kluczborku (za to trzeba się tylko zabrać) i z okien (tu znak zapytania, bo czasami jest robota, a czasami nie). Liczę po cichu na podobrazie na urodziny, bo to już w tym miesiącu. Latka lecą moi drodzy. 



ilość komentarzy (325) | dodaj komentarz do wpisu

5.!

czwartek, 25 lutego 2016 11:31

pięć miesięcy nam stuknęło wczoraj, a czuję się, jak byśmy się pierwszy raz spotkały. Strasznie szybko zleciało, a za to ile wrażeń i wyzwań! Każdy kolejny dzień przypomina aby walczyć o szczęście i nie poddawać się z błahych powodów. Jest coraz lepiej. Jutro do pracy, też dobrze się z nią ułożyło, widocznie tak miało być! Mieszkanko jest coraz ładniejsze, dużo pracy wkładamy w to, aby tak było. W sobotę do Igora. Pogramy na konsoli od mamusi <3 przez ostatnie dwa tygodnie raczej nie malowałam, płótno stoi więc też wypadałoby się brać do tworzenia, inspiracje w głowie są, materiałów też dużo. Ela miała ostatnio urodziny, trochę nie poszło po naszej myśli, ale jednak wszystko na plus. Nie chcę już nikogo innego, chociaż czasami się denerwuję to i tak wiem, że należymy do siebie. Mój brat ma dzisiaj urodziny, życzę mu jak najlepiej i aby nigdy się nie poddawał w realizacji marzeń. Dobrze, że mamy jakiś kontakt, czego nie mogę powiedzieć o najstarszej siostrze, jednak każdy z nas wybiera swoją drogę i sam podejmuje decyzje. Jesteśmy już w takim wieku, że nikt za nas nie może odpowiadać czy kierować naszym życiem. Człowiek dąży do szczęścia i samozadowolenia, taka jego natura, tylko czasami zastanawiam się, czy to, co uważamy za dobre, takie w rzeczywistości naprawdę jest. "Nie żałuj umarłych(...). Żałuj żywych, a przede wszystkim tych, którzy żyją bez miłości." Tak dużo się zmieniło, tak wiele śladów zostało zatartych. Tymczasem życie pędzi swoim stałym krokiem, a za oknem rozsypuje się śnieg po dachach. 



ilość komentarzy (25) | dodaj komentarz do wpisu

07.02.2016r. najważniejszy dzień.

poniedziałek, 08 lutego 2016 11:16

zjechało się wczoraj mnóstwo ludzi, aby świętować Mój dzień. Gratulacjom i wzruszeń nie było końca, każdy z obecnych był dumny z mojego osiągnięcia. To chwila moich ponownych narodzin, które rozpoczęły swój żywot rok wcześniej. Całe 365 dni pracy nad sobą, wyrzeczeń, starań, abym dzisiaj właśnie była w tym miejscu, w którym jestem. Nie potrafię nawet oddać słowami tego, co czuję. Kocham tych ludzi i dzięki nim potrafię UWIERZYĆ. Usłyszałam, że jestem dla nich ważna, że beze mnie byłoby gorzej, że napędzam innych do działania, dzięki mnie potrafią UWIERZYĆ. Dostałam wiele wartościowych dla mnie prezentów i słów zrozumienia, podziękowania. Znalazłam swoje miejsce we Wszechświecie i chcę dalej to robić, chcę przekazywać dalej to, czego się nauczyłam przez ten okrągły rok. I ja też jestem z siebie dumna. Jak nigdy wcześniej.  



ilość komentarzy (5) | dodaj komentarz do wpisu

zawsze. [A.R.]

czwartek, 21 stycznia 2016 14:28

różne sny mnie nachodzą, a w nich osoby, o których już zapomniałam. Na ulicy spotykam ludzi, których niekoniecznie chcę widzieć, piszą smsy Ci, którzy mieli już dawno wykreślić mnie z pamięci, a mimo to, wciąż się pojawiają. Po co Ci wszyscy ludzie? Zatrzymuję się i myślę o przeszłości. W domu otacza mnie ogień, w dłoni pędzel z farbą zastygł. Za oknem przysypuje śnieg krawężniki i chodniki. Każdy rok mija zgoła inaczej. Każdego roku ginie ktoś i już się więcej nie pojawia. Dziś rozmyślam o dawnych latach, czasy podstawówki, gimnazjum, bo wcześniejszych lat nie pamiętam za dobrze, jedynie wybrane fragmenty. Było wiele miejsc, w których mogłam się zatrzymać, nie zgodzić się na coś, być asertywna, a dziś byłoby zupełnie inaczej. To raczej rozmyślania wielu osób, jak nie każdego z osobna. Dzisiaj nie muszę nigdzie uciekać. Mogę zostać tu, gdzie jestem, w miejscu, gdzie naprawdę chcę być. Słuchać muzyki, którą tylko ja będę słyszeć. Nostalgicznie patrzeć w ogień, myśleć o tych, których nie ma i bać się o tych, którzy są. Rozmawiałam z babcią niedawno. Dziadkowie nie żyją - całe lata sprzeczali się, kto pierwszy umrze i odeszli podobnie właściwie. Za jednym z nich nie przepadałam, za to uwielbiałam dziadka od strony mamy (adopcyjnej). Rodzice zawsze mówili, że jesteśmy do siebie podobni, chodzimy swoimi ścieżkami. Dziadek zbierał puszki i złom, ale nie odstraszało mnie to w żadnym wypadku. Potrafił robić sztuczkę ze znikającym kasztanem, robił mi pieczątki z zakrętek na rękach. Łapaliśmy koło torów motyle do pudełek po zapałkach. A potem rak go dopadł i zmarł. Ja też się zastanawiałam w jaki sposób najlepiej by było umrzeć. Ot, takie zwyczajowe myślenie. Ostatnio byłam w szpitalu na dość ważnym dla mnie zabiegu, który ciągnął się za mną od 8 lat. Po wybudzeniu się stwierdziłam, że zasypianie i nie obudzenie się byłoby najlepszym rozwiązaniem na to, jak umrzeć. Naprawdę nie mam doła ani nic z tych rzeczy :) śnił mi się koniec świata, bomby atomowe, moja była dziewczyna O., która wpadła w upojenie alkoholowe i nie chciała z niego wyjść. Dziwne te moje sny. Dreamcatcher leży, trzeba go więc powiesić i wszystko zniknie. Nie mam pracy - jestem na utrzymaniu Żony, ogólnie zdarza mi się pierwszy raz w życiu, żebym to nie ja utrzymywała swoją kobietę. Czuję się z tym dziwnie, ale żona mówi, abym odpoczęła. Dużo latałam w ostatnim czasie, więc może ma rację. Ale już się przyzwyczaiłam do szybkiego trybu życia i trochę ciężko jest mi to przyjąć do siebie. Już niedługo zapewne, praca leży, czeka aż się ją podniesie i zagospodaruje. Myślałam o powrocie na studia, ale dopiero jak będzie praca. Albo pieniądze. Albo jedno i drugie. Albo jednak nie wrócę na studia, bo stwierdzę, że nie mają sensu, i tak będę pracować jako pracownik hali czy magazynier, rozpakowywać towar na półkach i przeceniać produkty. Tak czy inaczej - mam ostatnio dużo czasu na myślenie. Chyba ok.



ilość komentarzy (30) | dodaj komentarz do wpisu

sobota, 23 września 2017

ile osób odwiedziło:  2 018 188  

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz proszę na maila: tamas.shane@gmail.com

podsumowanie na pod koniec dygresji

ile osób odwiedziło: 2018188
ilość moich wpisów:
  • liczba: 404
  • komentarze: 13728
żyję tutaj dopiero : 3559 dni

dopisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: