Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 657 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Dennie.

czwartek, 31 stycznia 2008 19:03






Oblałam. Cholera.
A szło mi już tak dobrze...
ale tylko blondynka może zrobić taki błąd, jaki ja zrobiłam...
karygodny, dokładnie...
nie będę się chwalić... mimo wszystko,  placyk udał się znakomicie.
To na mieście siadłam. W dziesiątej minucie.
Ale Boże, co ja zrobiłam.... straszne

a jutro studia.
Nawet nie wiem, czy mam się uczyć, czy już wszystko przepadło.
Nie wiem, czy powinnam liczyć na jakąś szansę, czy najlepiej w ogóle nie jechać do Opola.
Heh. Postaram się.

Dziękuję wam za komenty, przepraszam, ostatnio cała jestem zalatana...
nawet pomimo tego, że mam właśnie L4 bo jestem chora :/

pozdrówki.











ilość komentarzy (3) | dodaj komentarz do wpisu

Dla każdego

czwartek, 24 stycznia 2008 6:42


www.homoseksualni.vdd.pl


zapraszam wszystkich.



ilość komentarzy (6) | dodaj komentarz do wpisu

Totalny brak czasu.

środa, 23 stycznia 2008 21:08





Brak czasu, brak czasu...
totalny brak czasu.

Wątpię w pozytywne wyniki kolokwium zaliczeniowego. Jak nie zdam tego, to na 100% mnie wyrzucą i koniec ze studiowaniem :/ wszystko praktycznie przez nieobecności... gdyby nie one, miałabym gwarantowaną 3. Trochę się postarać i będzie 4. A tu lipa. Heh, ale obiecuję sobie, jeżeli uda mi się przejść na semestr II w ogóle nie będę opuszczać wykładów.... przysięgam. I żadnego picia po wykładach, a już tym bardziej przed.

Za to praca - miejsce z którym każdego dnia jest mi się ciężko rozstawać. Niesamowite. Przychodzę, jest siódma. Idę sobie po klucz, otwieram gabinet, włączam radyjko, sprawdzam, czy dyrektorka naszykowała mi jakieś dokumenty do wpięcia w teczki, wpisuję się na listę obecności, idę na fajkę, gadam z każdym napotkanym, wracam do gabinetu i siedzę tak praktycznie bezczynnie do około 8:30, 9:00 kiedy w końcu zaczyna się ruch. Czasem ktoś dzwoni. Wpada dyrektorka ze zleceniem. Zazwyczaj jest to coś niebazującego na psychice, jak to zdarzało się na Policji. Przepisanie czegoś na kompie, skserowanie. O 11:30 obiadek pyszota. Dzisiaj pierożki. Mniamcik. A miałam się odchudzać. Mniejsza o to. I do dzieci. Najmłodszych, 3-latków. One są naprawdę cudowne. Czasami, choć one nie mają o tym zielonego pojęcia, można się nieźle pośmiać z ich rozmówek. Bartek np co rusz to zmienia postać, odgrywaną przez samego siebie. "Jestem odkurzaczem, jestem odkurzaczem!" By po chwili być pająkiem, uciekać przed Kacprem jastrzębiem aby już w moment później układać z klocków dywan. Niesamowity chłopiec. Bartek Drugi natomiast, w dzień naszego "poznawania się" podszedł do mnie i mówi: "Bo wie Pani, co?" Tak, słucham? "Bo ja bym chciał kogoś potrzymać za rączkę... mogę panią potrzymać za rączkę?"

Więcej napiszę w czasie zdecydowanie bardziej dyspozycyjnym i wolnym. Cały czas jestem zajęta, a gg ostatni raz włączałam z tydzień temu. Cholera.

I jeszcze ciągle myślę o Marcie, a powinnam (do niej) napisać.
A może ona już dawno o mnie zapomniała
może nie chce pamiętać
nie wiem no.


Ps. Do komentarza kochanej Agnieszki - Aguś, daj spokój, o Tobie nie można by było zapomnieć :)




ilość komentarzy (4) | dodaj komentarz do wpisu

Po-ra-żka

sobota, 19 stycznia 2008 21:42






Spotkaliśmy się rano przy kawie i papierosku.
Razem z Jess, która też nie miała ochoty iść na pierwszą Logikę.

Mieliśmy znowu na Oleskiej, taki kawał drogi...
wróciliśmy wszyscy razem i rozstaliśmy się z zamiarem pójścia na wykłady. I tak też było.

Drugi wykład Logiki spędziliśmy, w moim odczuciu, w nastrojach wręcz świetnych. Profesorek ciekawie się wydurnia.
Na subkulturach spałam. Ten facet tak mnie zawsze zanudza tym swoim monotonnym głosem, że skupiam się nie na tym, co mówi, tylko na tym, aby usnąć.

Teraz muszę kuć.
Jutro mamy egzamin zaliczeniowy czy jak to się tam zwie.
Z całego semestru.
Boże, dopomóż.

W dodatku złapał mnie katar na pierwszych subkulturach, gardło mnie znowu boli i chcę spać.



Po-ra-żka.









ilość komentarzy (3) | dodaj komentarz do wpisu

Gosia i Paweł

piątek, 18 stycznia 2008 21:42






Po kolokwium była laba. Mogliśmy jechać do domu, czy cokolwiek. Jak to ujął nasz profesor: "Weekend zaraz się rozpozcnie". I tak też było w moim przypadku. Wyszłam pierwsza, skierowałam się do dworka, choć jednak ciągnęło mnie do tego, 24-godzinnego koło stacji. Jednak wybrałam dworek. Siedziałam sobie w samotności, przychodzili ludzie, odchodzili. Myślałam, ze zobaczę się z NIĄ. Ona jednak stwierdziła, że woli tą drugą płeć. Ale przecież miało to być tylko spotkanie przy piwie... dopijałam piwo, kiedy pojawiła się maleńka grupka. Trzy kobiety i jeden mężczyzna. I do jednej kobiety mój wzrok się skierował i już nie chciał się oderwać. Zauważyła to. Starałam się unikać jej wzroku, ale na próżno. Po jakimś czasie odpaliła papierosa i wstała. Szczerze wierzyłam, że idzie do toalety czy po piwo, a ona po prostu dosiadła się do mnie. Akurat wcześniej zdążyłam napisać wiersz. Spytała, co piszę. Pokazałam. Porozmawiałyśmy troszkę. Les. Nie wierzyłam. Dosiadłam się do nich, dwie dziewczyny niebawem się zmyły. Koło mnie siedział koleś, świetny po prostu. Gej, ale przecież to o niczym nie świadczy... a Gosia (tak ma na imię) od razu mi się spodobała, sama nie wiem czemu... nie chcę więcej na razie pisać.... dowiedziałam się, że ma 30 lat, choć, naprawdę, wygląda na 21 wg mnie.... i nie wiąże się z kobietami 10 lat młodszymi :) zabrzmiało to jak wyrok :D już ją lubię, jutro się zobaczymy razem z Pawłem i z nią... nie mogę się doczekać :) dzisiaj było miło... szkoda tylko, że budżet mi się wykończył... :/ 



Ciekawe, co z Martą......






ilość komentarzy (7) | dodaj komentarz do wpisu

Bitwa z ojcem

środa, 16 stycznia 2008 20:49





Biłam się z ojcem.
Właściwie to on mnie bił, ale ja pierwsza na niego skoczyłam.
Poszłam tylko na górę (mamy dwa piętra w jednorodzinnym) po śliniak dla małego, żeby się sosem nie pobrudził. Nie było mnie zaledwie przez minutę. Schodzę, a dokładniej rzecz biorąc, zbiegam, a tu ojciec potrząsa i bije Igorka! Bo za mną płakał, stał przed schodami i czekał! Jak się wk... myślałam, że całe gardło zedrę wrzeszcząc na tego... powyzywał mnie od kurew i szmat, ja po raz pierwszy krzyknęłam przy nim "kurwa mać", trochę mnie pobił, ale się trzymam. Łkając stwierdziłam, że podam go do sądu albo na policję. Mnie może bić do nieprzytomności co zresztą robi od zawsze, ale mojego syna NIE MA prawa tknąć! On na to, że i tak nic mi to nie da... że jest wszędzie autorytetem, wszyscy go szanują i nikt mi w nic nie uwierzy... poza tym, w każdej chwili może sobie przedzwonić do jakiegoś policjanta, powiedzieć, że nie ma mnie w domu, że zostawiłam dziecko bez opieki i odbiorą mi w ten sposób do niego prawa. Acha, i że przypadkowo, jak nie będę na siebie uważać, to mogę sobie SAMA coś PRZYPADKIEM zrobić... mogę płakać tylko z bezsilności, że nie stać mnie na przeciwstawienie... zresztą nic by mi to nie dało... a starzy, jak to powiedzieli, tylko czekają, aż odbiorą kiedyś telefon i ktoś wypowie słowa: "Pana/i córka, została 50 razy zgwałcona, 50 razy pocięta i leży w rowie od tygodnia. Proszę przyjechać zidentyfikować zwłoki". Cudownych mam rodziców, prawda? Ale nie jestem ich prawdziwą córką. I tylko wam mogę się wyżalić. Dzięki wam za to.






ilość komentarzy (7) | dodaj komentarz do wpisu

Darmowe forum

wtorek, 15 stycznia 2008 22:14




Darmowe forum

Po prostu kliknij!

N
ajlepszy darmowy hosting!
Załóż swoje własne forum i zostań administratorem!
Bardzo gorąco polecam!





ilość komentarzy (0) | dodaj komentarz do wpisu

Nowa praca

poniedziałek, 14 stycznia 2008 22:47



Mam nową pracę
nie wracam do Policji

przez 8 miesięcy w Przedszkolu :)

od jutra :)




ilość komentarzy (4) | dodaj komentarz do wpisu

Samotne (les)matki

niedziela, 13 stycznia 2008 17:35


źródło: www.kobiety-kobietom.com




Ponieważ decyzja o oficjalnym wychowywaniu dzieci w parach homoseksualnych jest w Polsce równoznaczna ze skazaniem rodziny na ostracyzm, najlepiej jest ukryć się w tłumie samotnych matek. Wiele lesbijek próbuje wcześniej żyć w związkach heteroseksualnych i mogłoby w nich zapewne żyć bardzo długo, ale ich związki często się rozpadają. Decydują się więc po cichu na kontynuowanie macierzyństwa w związku lesbijskim. Takich kobiet prawdopodobnie jest w Polsce bardzo wiele.
- Zauważmy, że lesbijka, która urodziła dziecko mężczyźnie, unika pręgierza, pod którym postawiłoby ją społeczeństwo - mówi seksuolog Ryszard Smoliński - Wszyscy są zadowoleni: rodzice zostali dziadkami, a w pracy uchodzi za pannę lub rozwódkę. Czasem do końca życia męczy się w małżeństwie, pozostając w skrywanym, szczęśliwym, silnym emocjonalnie związku partnerskim z inną kobietą. W ten sposób można funkcjonować przez całe życie. Niektórym lesbijkom po rozwodzie nie udaje się jednak zatrzymać przy sobie dzieci. Wychowują się wówczas w rodzinach swoich ojców.
Tak jest w przypadku Ani.
- Gdyby syn mieszkał ze mną, sytuacja byłaby dla mnie trudniejsza. W pewnym momencie musiałabym mu o wszystkim powiedzieć, a nie wiem, czy tego chcę. Wolałabym z nim porozmawiać, kiedy będzie już trochę starszy, bo więcej zrozumie.
Ania wyszła za mąż z wielkiej miłości gdy miała 23 lata. Kamil urodził się dwa lata później. Kiedy skończył kilka miesięcy, Ania wzięła dziecko i wniosła je na najwyższe drzewo w okolicy. Chciała mu pokazać, jakiś świat jest piękny z góry. Dziś Kamil woła w parku: Mamo, mamo, niech mama wejdzie na to drzewo!
- No to ja wchodzę na sam czubek, a on wtedy mówi z dumą: patrzcie, to jest  moja mama! - Ania uśmiecha się do własnych myśli. Krótko obcięta, bez makijażu, ładna, wysportowana.
- Mieliśmy z mężem bardzo dużo pieniędzy. Niczego nam nie brakowało, mogliśmy mieć fajne życie. Ale przychodził często pijany do domu i mnie bił. Mam na pamiątkę wyniki obdukcji z medycyny sądowej. Powiedziałam sobie, że nie będę z kimś, kto mnie nie szanuje i nie kocha. A nie kochał, bo jak postanowiłam odejść, to się ucieszył. Mój syn miał 4 lata. Wyłam do poduszki, bo mąż nie pozwolił mi zabrać dziecka. Był wpływowym człowiekiem i stwierdził, że mnie załatwi jak będę szurała. Nie miałam wyjścia, musiałam się zgodzić.



Naukowcy amerykańscy dowiedli niedawno, że lesbijki nie wychowują więcej dzieci homoseksualnych niż rodzice heteroseksualni.

- Orientacja seksualna rodziców nie ma żadnego znaczenia - uważa dr Wiesław Ślusarz, psycholog i seksuolog kliniczny - Najważniejsze są więzi emocjonalne łączące dziecko z rodzicami. Według raportu Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologicznego, nie istnieją żadne dowody na to, że lesbijki czy geje są niewłaściwymi rodzicami lub że dzieci wychowywane przez nich gorzej się rozwijają psychosocjalnie. W Szwecji liczba dzieci, które mają przynajmniej jedno z rodziców o upodobaniach homoseksualnych sięga 40 tys. Ich sytuacja nie jest w niczym gorsza od sytuacji dzieci wychowujących się w tradycyjnych heteroseksualnych domach. Islandia już pod koniec lat 90. stworzyła homoseksualistom żyjącym w związkach partnerskich możliwość wspólnej opieki nad dziećmi pod warunkiem, że są to biologiczne dzieci jednego lub obojga partnerów. Podobne uregulowania obowiązują w Danii i Holandii. Jednak w Polsce 84 procent społeczeństwa nie akceptuje ani rodzicielstwa, ani możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne.




ilość komentarzy (11) | dodaj komentarz do wpisu

Cześć.

niedziela, 13 stycznia 2008 14:58



Jestem....
i co z tego?

A ich nigdy nie poznacie na tyle, aby uważać, że są gorsi ode mnie.

Przecież to tylko życie.

{Jess}


Piszę prezentacje, muszę się streszczać.
Więcej napiszę wieczorem.

Pozdrawiam.




ilość komentarzy (3) | dodaj komentarz do wpisu

Między wierszami prozy

czwartek, 10 stycznia 2008 12:34



Wracam do domu.
Nie wiem tylko czy dzisiaj czy jutro.
Tęsknię strasznie i jest mi smutno.

Mój blog pojawił się w "Polecanych", kategoria Seks.
Nie wierzyłam, że kiedykolwiek się tam znajdzie.
W końcu homoseksualizm jest tematem powszechnie uważanym za tabu.
Jak wrócę do domu, napiszę wam trochę teorii dotyczącej tej mniejszości seksualnej.

A tymczasem może zrobię śniadanko.

A dla was wiersz.Tytuł podany w tytule ;)


 


Trwa spokój bezsenny podzielony zmrokiem.
Dno usprawiedliwionej ciszy
i zakleszczone w oknie spojrzenie.

Praktycznie za jednym zamachem
oryginał wciela się w nieudaną kopię
i wszystko oprócz nagranej wiadomości na sekretarce
zdaje się głośno milczeć.

W poplątanych zdaniach aluzja
do codzienności za oknem -
zgódź się
a wdzięczna ci będzie moja twarz.

Skradaj się głośniej
i przestań już dzwonić,
nie patrz pożądliwie tylko przez okno

A i tak nie wiem, gdzie cię jeszcze opublikować.
Może po prostu zaprzestać -
kiedyś zaczniesz być bliżej.






i do zobaczenia, kochani!






ilość komentarzy (19) | dodaj komentarz do wpisu

Kolacja :)

czwartek, 10 stycznia 2008 0:20









Udało mi się ugotować coś z niczego. Tomek miał boczek w lodówce. Co prawda, nie przepadam, ale zagłodzić też się nie można, to kiepska "recepta" na udaną śmierć. Znalałam kostki rosołowe i przyprawo-zupę do żurka. Mąkę też udało mi się wynaleźć i wyszła nawet bardzo dobra zupka :) Tomek wsypał sobie do miski jeszcze pół kilograma Vegety. Czyli jesteśmy najedzeni, chłopakom smakowało, a jutro pod wieczór trzeba będzie się gdzieś przenieść. Wcześniej było więcej ludzi, nawet kobieta się znalazła. Rozeszli się po meczu.

Myślę, co robić dalej.
Brak pomysłu.
Niezbędny - ot co.

Pink "Just like a Pill", Linkin Park "Numb", "In the end".
Przebojowe starocie. YouTube - i wpisać "Zombie".
Wybrać pierwszy utwór z listy.

I zaraz ściągnę Ratatuj, kompletnie niedopieczona.
Przepraszam, "Niedopieszczona".
Jedzenie samo wchodzi mi w słowa :)


do, nie wiem kiedy, zobaczenia.





ilość komentarzy (1) | dodaj komentarz do wpisu

Poszukiwania

środa, 09 stycznia 2008 17:47


Ojciec mnie "ponoć" szuka....
nigdy nie znajdzie.....
nigdy mu się to nie udało.

Dwa razy w życiu policja przywiozła mnie do domu
a tak, zawsze wracałam sama

Marta nie może tu przyjść, idzie do mamy
znowu...

sama z kilkoma facetami, którzy mają zamiar oglądać mecz...
genialnie.

Żadnej kobiety!


Mama tego kolesia, u którego jestem, wraca w piątek z senatorium...
więc będę musiała gdzieś spadać :)
ma drugie mieszkanie, ale egzystowanie w ogóle mi się nie podoba...
palę fajki, piję piwo, czasami zioło... dawno tego nie paliłam
nie jem nic. Po pierwsze: niespecjalnie jest co, po drugie: dieta

piszę z Martą na gg
chciałaby wyjść ze swoim psem na spacer
a przy okazji ze mną...
cholera...

chcę do domu
tylko jak mnie przyjmą...
pomocy!


I dalej zastanawia mnie, kim jest ta INTRYGUJĄCA OSOBA

Martuś, kocham Cię, choć ciężko w to teraz uwierzyć







 

ilość komentarzy (7) | dodaj komentarz do wpisu

Nic nowego

środa, 09 stycznia 2008 15:08


Marta wpadła wczoraj z Agą
tak na chwilę

...czy to zbrodnia wyskakiwać w męskiej koszuli?

Widać było, że nie jest zachwycona.
Ale co mam na to poradzić?

Marta mieszka blisko miejsca, w którym przebywam od soboty.
Mogłabym do niej wyskoczyć.
A ona mogłaby przyjść tutaj.
Tylko czemu żadna z nas się nie rusza?

Muszę wrócić do domu...
czekają na mnie prezentacje i mały...
heh obawiam się tego


i nie wiem, co dalej. Help





ilość komentarzy (8) | dodaj komentarz do wpisu

Szklane z miłości

wtorek, 08 stycznia 2008 16:51



Twój głos tak jasny i przejrzysty jak wtedy.
One kochają tylko kochać
- niedopowiedzenie jak zawsze i łza na szkle.
Prawdziwa ulewa plus długowieczność.

I zostań na zawsze łkając do mnie
- zapewniam, że nie usłyszę szeptu Twoich uczuć.

Twój głos tak jasny i przejrzysty, jak zawsze
kiedy masz ochotę płakać.

Załkaj nad naszym niebytem...

Nie jeden kres zwyciężę, chcąc tak naprawdę
usłyszeć czystość Twoich pocałunków
zbiegających się naprzeciwko szklanych źrenic

Szklanych. Z miłości.

One kochają tylko kochać.
Dziś nam powiedziały.





ilość komentarzy (8) | dodaj komentarz do wpisu

wtorek, 27 czerwca 2017

ile osób odwiedziło:  2 013 511  

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz proszę na maila: tamas.shane@gmail.com

podsumowanie na pod koniec dygresji

ile osób odwiedziło: 2013511
ilość moich wpisów:
  • liczba: 403
  • komentarze: 13726
żyję tutaj dopiero : 3471 dni

dopisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: