Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 742 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

po-świątecznie.

czwartek, 27 grudnia 2012 18:49

wigilia spędzona u rodziców Chiqui. Nie powiem, atmosfera była znośna, nie dało się zauważyć napięcia w powietrzu i wszyscy byli zadowoleni. Miałyśmy pojechać tylko na chwilę i później odwiedzić babcię Kotka, jednak zostałyśmy do późnych godzin wieczornych, gdy koło 21 zdecydowałyśmy udać się na "Pasterkę" do Haja. Zadowolone więc wybrałyśmy się pieszo w stronę Opola, licząc na "urok autostopowiczek". Dopiero koło Zawady zatrzymało się auto, a w nim nie ktoś inny, tylko KSIĄDZ, który oczywiście, z miłą chęcią, podwiózł nas na PASTERKĘ. W Haju impreza w miarę przednia, nawet po raz pierwszy potańczyłyśmy razem. Dostałam również wyjątkowy prezent, którego nieumyślnie się pozbyłam i żałuję tego, jak niczego. Jednak nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, jeśli coś jest prawdziwe, to cały czas takie będzie. O 4 rano wróciłyśmy, spałyśmy do 14, a następnie ponowna wędrówka poza granice Opola, do cioci i reszty rodziny. Było genialnie, porobiłyśmy zdjęcia, pograłyśmy gumowym wężem, dokształciłyśmy się w dziedzinie rozrodu ludzi (bardzo ciekawe rzeczy teraz wypisują dzieciom w podręcznikach), wypiłyśmy po herbacie, i następnie do babci. I z powrotem do rodziców. Rano powrót, ponownie stopem, jednak tym razem praktycznie od razu zatrzymał nam się samochód. Tylko się cieszyć, byłyśmy obładowane torbami do granic możliwości. Wczoraj chciałyśmy iść po fajki do Filarka, w krótkich spodenkach i jeszcze w dodatku bez skarpetek. Niestety, Filarek okazał się być zamknięty i szłyśmy w mróz do Bazy (dość spory kawałek od miejsca zamieszkania). Księżyc był wspaniały! Świerszcze jako prezent świąteczny dla pająka kupione, spacerek zaliczony, wszystko boli, wczoraj 37,5 C, więc aż dziwne, że jeszcze chora nie jestem. Trochę beznadziejnych kłótni z błahych powodów, ale ja to rozumiem, jest ciężko. Trzeba będzie za granicę wyjechać za pracą i wydaje mi się, że będzie to najlepsze rozwiązanie. Odechciewa się żyć w tym kraju, a ja mam dość stania w miejscu i zastanawiania się nad jutrem. Przytłaczające perspektywy sprawiają, że niewiele cieszy. Chcę zmian na lepsze. A na dniach odłączą neta, jak nie zapłacę. Wkurwiona jestem. 



ilość komentarzy (1) | dodaj komentarz do wpisu

wesołych i w ogóle.

sobota, 22 grudnia 2012 19:34

koniec świata przeżyty całkowicie bezstresowo, jak każdy z poprzednich. Spinam się ostatnio, denerwuję, robię się podejrzliwa. Ale niebawem koniec chandry, czeka Nas odskocznia od rzeczywistości. Wyjazd, który poprawi nastrój, wzbogaci kieszeń i życiowe doświadczenie. Tylko tego chcę. Jutro wizyta u rodziny Chiqui, miejmy nadzieję, że wypadnie pozytywnie. Mam dość wkurwiania się bez przerwy. Zaraz zapalę pierwszego papierosa w dzisiejszym dniu. I tyle, tak. Zdrowych, Wesołych... wiecie, znacie tą formułkę. :) Pozdrawiam Was wszystkich gorąco. Kotku, Kocham Cię najmocniej i przestań sobie wkręcać, że jest inaczej. ;** 



ilość komentarzy (5) | dodaj komentarz do wpisu

............

poniedziałek, 17 grudnia 2012 9:27

świat wydrążony w kawałku metalu, gasnący pod przykrywką papierosa. Błędy ortograficzne. Postaci toczące się niemym ruchem po fotelu, podłodze. Małże, skorupiaki, kulinarne programy telewizyjne. Uśmiech, który się zatarł. Nuda, zamieniona w Fałszywy Światopogląd. I poczucie, że nigdy nie będzie jak wcześniej strąca z posad świata. Błąd za błędem, chybione działania, nieprzemyślanie, bezsilność. Wszystko po to, aby nie przesypiać nocy w obawie dotknięcia. Dzień spędzany łóżkiem. Komputerem, telewizorem. Jak zawsze, bez oszustw. Bez zarzucania i kłamstw. Nigdy nie było inaczej. Stopa nie przeszła więcej, niż po czterdziestukilku-metrowych pomieszczeniach, zwanych domem.



ilość komentarzy (10) | dodaj komentarz do wpisu

***

środa, 12 grudnia 2012 17:39

Mikołajki spędzone w towarzystwie Rudej, Sieji i Judyty. Bardzo pozytywnie. Niebieski kolor poprawiony. Pająk zrzucił swoją skórę i jest bardziej niebieski, niż wcześniej. Świerszcz, którego miał zjeść, również zrzucił swoją skórę. Dziwnie. Maszyna do szycia odmawia posłuszeństwa. Kiedyś produkowali lepsze, stary Łucznik, cały z metalu to dopiero coś, a nie plastikowe gówno, za przeproszeniem. Wkurzyłam się i nie mam ochoty szyć. Jak mi przejdzie za kilka dni, to znowu przysiądę do tworzenia tego typu. Wczoraj schowałam się w lodówce, aby przestraszyć Brata. Chyba jednak przesadziłam, poniewaz wyszedł w złości na pół godziny z domu. Zawsze chciałam tak zrobić, haha. Niebieskie lampki powieszone na zasłonach. Małe przemeblowanie, jak czasami to bywa. Ostatni koncert w "Fabryce" przed jej zamknięciem. Wizyta Adasia, wieszanie obrazów. Zaproszenie od rodziców na Święta. Odezwali się w końcu. Chyba jednak nie wybiorę się w odwiedziny, wolałabym się nie denerwować, a Święta od jakiegoś czasu są dla mnie zwykłym dniem i niczym górnolotnym. Już dawno przestałam spędzać je w pozytywnym nastroju. Ktoś odszedł, umarł. Pustka. Deszcz sięgnął horyzontu, blade zorze przesunęło się na północ. Tylko się wydaje, że szybciej nie można oddychać. Odzywają się Ci, co nie piszą od wielu miesięcy, czy lat. I po co, skoro nigdy już nie będzie tak samo? Nawet rozmowa toczona będzie swoim indywidualnym torem, na który nie będziemy mieli większego wpływu. Dziś piszesz tak, jutro słowa układają się w inny szyk. Dziś sens, jutro bezsens. Nostalgia, wspomnienia, które nigdy nie istniały. Zaduma. Dni przebiegają zbyt szybko. Wieczór wspomnień. Oglądanie zdjęć sprzed kilku lat, Igorek, Święta, późniejsze samotne. K., A., A., dupa. Kochanie robiła zupę dyniową pierwszy raz w życiu. Wyszła najlepsza na świecie. Kocham Cię mocno, najmocniej tak.



ilość komentarzy (2) | dodaj komentarz do wpisu

dom, dom, dom...

środa, 05 grudnia 2012 13:42

tamtejsze spotkanie u Rudej i Judyty całkowicie na plus. Spotkałam kilka lat nie widzianą koleżankę oraz dowiedziałam się, jakie ciekawe informacje krążyły wśród dwóch osób na mój temat. Paweł był nieco zaskoczony w momencie, kiedy dowiedział się, że "ja to ja", gdyż miałam opinię jakiejś niezrównoważonej psychopatki (hy hy, no tak, wiadomo, kto rozsiewa takie informacje). Ola z Rybnika (taaaak, również ją poznałam - dla przypomnienia jest to dziewczyna, z którą niegdyś zdradziła mnie A.) także okazała się bardzo sympatyczna. Graliśmy w "Klucz", Scrabble. Jenga też została zabrana, ale średnio z niej korzystano. Było spoko. Pomijając wizytę policjanów z uwagi na zbyt duży harmider. Na szczęście, na upomnieniu się skończyło. Miałam zobaczyć się z Mielonkami w niedzielę, ale się źle czułam. Nie, żeby po tej sobocie, bo to wiele alkoholu nie popłynęło, ale jakoś tak źle na duszy. Nowy obraz tworzę i siedzę znowu w tym domu jak jakaś durna. Zaczynam się czuć jak kura domowa i wcale mi to nie odpowiada. Sprzątanie, gotowanie, pranie, prasowanie, mycie naczyń... Ja rozumiem, że to może być pewnego rodzaju mój obowiązek z uwagi na to, że siedzę cały czas w domu, ale do cholery jasnej, ile czasu można w kółko powtarzać te same czynności, ufając jednak, że może komuś to również przeszkadza? Czuję się przydatna wyłącznie w tej kwestii. Aż mi się odechciewa w ogóle. Ogólnie ciągle jakieś problemy. W głowie mi się pierdoli od tego siedzenia w domu. Nie ma się nawet do kogo odezwać. Za to ograniczyłam palenie. O, i dowiedziałam się, że jeden z moich kuzynów, z tych bliższych, jest gejem. Humor mi się poprawił. Obiecaliśmy sobie jakieś piwko, jak zawita do Opola, a daleko nie ma. :) No i zima się zaczęła i wydaje mi się, że to już na dobre.



ilość komentarzy (4) | dodaj komentarz do wpisu

czwartek, 21 września 2017

ile osób odwiedziło:  2 018 112  

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz proszę na maila: tamas.shane@gmail.com

podsumowanie na pod koniec dygresji

ile osób odwiedziło: 2018112
ilość moich wpisów:
  • liczba: 404
  • komentarze: 13728
żyję tutaj dopiero : 3557 dni

dopisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: