Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 657 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

2014 - witaj!

wtorek, 31 grudnia 2013 14:36

taki stół, na którym piętrzą się litry złotówek i kubek. Niebieskie miski, pozdzierane etykiety z fałszywych literówek. Kolejny, ale chyba drugi w tym roku napiszę pod górę, aby się zmęczył słowami, jedyny podmiot. Bezwstydny aromat znów emanuje swoją kobiecością. Dźwięki są głuche, spierzchły na wiór. Kobiece twarze pokryte empatią. Otwarty balkon, gdy duszno. Wydziera się z piersi potok słów, ale nie mów, nie musisz, wiem, że Cię nie będzie wraz z moim opłatkiem wigilijnym. Bezwstydny aromat znowu przyspiesza, uderza w drzwi, a po drugiej stronie nikt. Nie ma Cię, Cię, Cię. Kiedyś były przykrótkie włosy, teraz być może urosły, ale ja nie wiem. Nie wiem, co słychać, nawet, gdy pytam. Moje dormitorium i szlaki przetarte własnymi ścieżkami. Ciemno i cicho, a może ponuro i wilgotny dywan od podeszwy. Świece i lochy, pokrywające sklepienie. Nic nie musisz mówić, gdy patrzysz i czujesz cokolwiek. Możesz się spakować i dobroczynnie powiedzieć "wesołych świąt" a nawet i światłem przyświecić na drogę. Bezwstydny aromat, gdy przytłacza Cię rok za rokiem, z dnia na dzień coraz lepiej a może i czasem gorzej, nieważne. W tobie cały sens ludzkości, którą oczerniasz i nie dajesz jej prawa żyć. Dziś jest jak wówczas. Spalone szklanki, pobite soczewki, włączone dźwięki, uchodzące z głośników. Wino na kształt czekolady, przecież jej nie lubię. A może to tylko przyzwyczajenie do nie-lubienia? Ty jesteś przecież i tkwisz niemiłosiernie, czekając na mnie zbyt obok. Taki stół, po którym piętrzą się zdjęcia z chwil, które chcesz zobaczyć. Zwycięzca często zostaje sam.

 

z uwagi na to, że nie dodałam żadnego wpisu przy okazji Świąt, dodaję teraz, gdyż nie byłoby w dobrym guście nie pożegnać się z wami jeszcze w tym roku. Postanowień noworocznych jako takich nie mam, chyba, że uwzględnię chęć rzucenia palenia. U mnie coraz lepiej, tak mi się wydaje. Troszeczkę zepsułam, bo zaufałam nie tej osobie, której trzeba było i straciłam przez to laptopa, którego mam nadzieję odzyskać dzięki pomocy naszej ukochanej polskiej policji. Święta przeszły prawie niezauważalnie. Sylwester dzisiaj pewnie tak samo. Ale tak to już bywa. Ostatnio czytam jakieś różne "Dramione", gdyż nie mam nawet ochoty na książki, nie wspominając już o mojej, której znaczna część znajdowała się na laptopie, który mi skradziono.... ktoś mi mówił, że mam przebaczyć i odpuścić. A chuj, pierdolę! Mam to gdzieś! To w końcu mój laptop i żadna laska nie będzie mi go bezprawnie kradła! Jeśli policja sobie nie poradzi (co oczywiście jest możliwe, zważywszy na kraj, w jakim żyjemy) to sama go odzyskam. Również niedługo, gdyż za dwa tygodnie, będę posiadaczką... a nie powiem wam jeszcze, zostawię to na późniejszą okazję :) mam nadzieję, że po Nowym Roku znajdę więcej czasu, aby poodwiedzać i Was, gdyż strasznie się zaniedbałam w blogach i z tego powodu bardzo mi przykro. Nie ma śniegu tutaj, a chciałabym się wybrać na narty. To taka dygresja. Do następnej notki dorzucę jakieś zdjęcia, dawno nie publikowałam zdjęć, więc coś wrzucę. Pozdrawiam was gorąco, w szczególności tych komentujących, Loo i Rekina, który ostatnio przycichł troszkę. :) Dzisiaj wyskakuję na miasto w stroju zakonnicy i z dziesiątkami petard w rękach by przywitać z Wami na odległość Nowy, 20014 rok. :) Pozdrawiam i do zobaczenia w następnym roku! 



ilość komentarzy (336) | dodaj komentarz do wpisu

kiedy coś się skończy, a więcej zaczyna.

sobota, 07 grudnia 2013 10:03

kiedyś coś napisałam. W zasadzie pisałam po trochę przez miesiąc, raz usuwając nadmiar treści, a innym razem dodając za mało. Nie mogło być doskonale. Jednak wczoraj doszłam do wniosku, że naprawdę nie ma większego znaczenia, ile napiszę i co, ponieważ wszystko, co należy do motywu przeszłości powinno być całkowicie usunięte i pozbawione możliwości przeczytania na chwilę od obecnej aż do nieskończenia. Bezsens powinno się kreować w inny sposób, może bardziej wulgarny, złośliwy. Nie chciałabym na razie napisać zbyt wiele o tym, co właśnie się spełnia, gdyż niektóre sytuacje muszą być utrzymane w tajemnicy, jedynie w zaufaniu można się przyznać. Teraz, kiedy już jestem tak pewna prawdy, jak nigdy, mogę spokojnie ruszyć w przód z możliwością rozwoju, która tkwiła w nienaruszeniu spory kawałek czasu. Bez większych więcej emocji, całkowicie pozbawiona pozytywnych uczuć do pewnej osoby wstawiam ten tekst, o którym wspomniałam na początku, przepraszając przy okazji, że naprawdę tak niewiele piszę. Nie mam internetu, jak to się zmieni, znajdę odrobinę więcej czasu.

 

 

rozdarte oczy i usta, ręka nie wykonuje poleceń jak należy. Zbyt dużo porozrzucanych na podłodze, więc trzeba było posprzątać. To tylko oznaka miłości i uczuć? Nie dostrzegam, nie wiem, nie chcę wiedzieć. Brzęk i głosy, z głowy też dochodzą jakieś dźwięki. Zapalę tego pierwszego papierosa o godzinie osiemnastej i rozpocznie się huk. Przestań w końcu pierdolić. Słowa, nie mające pokrycia, wyciągnięte z nieistniejącej rozmowy, wkurwienie i przesyt. Ile można myśleć i drążyć, oddalać się i przybliżać? Kilka chwil, które zaburzyły całą konstrukcję, nowotwór i przekonywanie.   Granatowe leży ledwo oddychając pod naszym naciskiem. Zobacz, ta szafka od dzisiaj stoi już tutaj, stoliki przykryjmy czerwonym kocem, na środku rozłóżmy serwetki i świece, postawmy też szczęśliwego bambusa w opływowym szkle. Kilka miękkich kulek spada i unosi się w takt gorąca. Zgasisz światło to opadnie czerwona bańka, by znów można było w innym czasie wprowadzić ją w ruch. Może dzisiaj nie będzie pieniędzy na kawę i mleko. Może dzisiaj zrobimy własne Halloween. Może nasza czarna knajpa przygarnie nas chciwie w swoje objęcia, a my zasiądziemy szczęśliwie na sobie i będziemy błądzić świadomie po ramionach i udach, wtrącając zachłannie usta w szyję. Albo zostańmy, leżąc na nowym, granatowym. Otwórzmy butelkę, jeśli jeszcze znajdziemy pomoc, nie wyzbieraną, leżącą wcześniej na ulicy. Ale teraz możemy zrobić przerwę w odpoczynku. Zostańmy. Nie musimy się przebierać na tą okazję. Lepiej ściągnąć niepotrzebny materiał i odrzucić go w kąt, aby po wielu godzinach szukać go, trwając jeszcze w magicznym szoku. Wcześniej jednak utonę w tobie, zamykając się na inne światy. Przyjedzie z rana Bosman, nie widziany od dawna. Wciąż bawiąc się w identyczny humor sprzed kilku lat, tylko masywniejszy. i opowiadać będzie o czymś konstruktywnym i nie, rozlewać będzie błękitny napój i może zje tylko kilka pieczarek wymieszanych z sosem i czymś jeszcze. Muzyka będzie drążyć tunele w narastających minuta po minucie wspomnieniach, a Ty denerwując się ciastem nie będziesz mieć ochoty na rozejm. Nie przejmuj się, sztorm minie, na niebie pojawi się rozpalające zmysły ciepło. Gdzieniegdzie dojrzysz tylko pojedyncze białe atomy, łączące się w puch. Podróżujmy więc dalej, mimo conocnych koszmarów, wybudzających mnie momentalnie ze snu. W nich nie jest bezpiecznie. Umieram i ciężko mnie wtedy wydostać. Ostatkiem własnych możliwości sama  próbuję się uratować i po nieokoreślonym czasowo momencie już jestem na ziemi i oddech powraca. Kiedyś nie uda się wrócić do świata. Śmierć jest przezroczysta, widziałam. I ciągnie w górę, i zamyka nam powietrze. Jeszcze chwilę kręci się w głowie, aż znika wraz z nami. Wówczas nie ma miejsca na pustkę, która nie może istnieć w czymś, czego nie można nazwać, gdyż wówczas byłoby już "czymś". I wiesz, zapadamy w sen, w którym nie ma snów, a ciało już nigdy nie wyczuje ciała. Nie, to nie może boleć, to tylko wykluczenie z ludzkości i każdy musi przez nie przejść. Nieraz wcześniej, a innym razem później. Wszystko zależne jest od przypadku. Jednak może nie rozmyślajmy tak natarczywie o nie-istnieniu, kiedy dookoła nas odczuwalna jesień. Liście nie podniosą się z ziemi, przygniecione powietrzem i ziemią. Zostaną zmrożone i obudzi je wiosna. Rozsypie wszystkie po kątach świata, znikną i nie będziemy ich widzieć, aż pojawią się nowe przyszłej jesieni i nie radząc sobie z siłą zimy, również spadną, jak poprzednie. I w kółko będą przechodzić przez ten sam etap. I następne również. Historia, która nigdy nie znajdzie końca. Napijmy się teraz czarnej herbaty z miętą o czekoladowym smaku. Zróbmy własną galaretę drobiową, z dużą ilością marchewki. Dorzućmy jajko, pietruszkę i koper, i żelatyny w zbyt małej ilości. Dolejmy dużo octu. Niech galareta nie będzie typowa, jak pierogi z kaszą gryczaną, pieczarkami i cebulą. Niech nic nie będzie typowe i proste. Ugotujmy kurze nóżki, o których zażarcie dyskutujemy. Obetnijmy paznokcie i zjedzmy nóżki w całości, aby poczuć dogłębnie smak. Zróbmy jeszcze zupę, może ogórkową, w przeogromnym garnku - przecież wiesz, jak uwielbiam zupy. Nałóżmy do ulubionych misek. Potem uchwyćmy coś na aparacie i wydrukujmy papierem fotograficznym na pamiątkę. Czeka ciasto na deser, własnoręcznie zrobione. To po raz pierwszy w świecie. Róbmy tak nietypowo, wyjątkowo jak to tylko możliwe. Telefon przestaje zachowywać się poprawnie. To już te chwile, w których nie chce mu się funkcjonować jak za czasów urodzenia. Niedługo nie będzie już całkiem działał, może nawet dzisiaj, jeżeli tak mu się zachce. Nie ważne, przecież w dalszym ciągu będę rozpoczynać strofę od małej litery. To znak rozpoznawczy, kiedy nikt nie chce się bawić po przecinku. Przed nim było tak pusto i dziwnie.   

 

 

i tak, to by było na tyle. Ostatni fragment, co się okazało, fałszywego życia. Kończę etap manipulacji i nieszczerości z całkowitym poczuciem, że teraz będzie lepiej i nic mnie już nie zniszczy. Muszę tylko wstać i pójść, a z tym już nie mam większych problemów.           



ilość komentarzy (264) | dodaj komentarz do wpisu

wtorek, 27 czerwca 2017

ile osób odwiedziło:  2 013 493  

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz proszę na maila: tamas.shane@gmail.com

podsumowanie na pod koniec dygresji

ile osób odwiedziło: 2013493
ilość moich wpisów:
  • liczba: 403
  • komentarze: 13726
żyję tutaj dopiero : 3471 dni

dopisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: