Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 657 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

jutro będzie pierwszy, a Ty jesteś.

czwartek, 31 lipca 2014 16:23

zaczęło się przy bezludnej ulicy. Wiele kilometrów dalej wioski pokryte pustką i oszustwem; na takiej kuli przyszło nam spijać pragnienia. Droga wśród drzew chybotała się w różne strony, zmieniała kolory wraz z kolejnymi skrzyżowaniami; najczęściej czerwona lub zielona, a czasami pojawiała się biel pomiędzy migotaniem. Cienie wpadały nieraz pod koła, nabijając się bezczelnie; niektóre chwytały za dłoń w trakcie jej poruszania, a wówczas ciszę przecinał zgoła przerażający krzyk. Można było błagać, aby ci ludzie przestali się bawić; lecz u kresu ktoś z całą pewnością szedł z zawiniętym skarbem. Nie ważne, gdyż wszystko wciąż wyglądało tak, jak można było zapamiętać z niedalekiego snu. Wymarłe ulice a świata latarni drgały w rozpaczy; pewnie chciały się zapić na śmierć i spłonąć. Przystanek autobusowy odwrócony w drugą stronę, na złość całemu światu jak i niezniszczona gazeta obwieszczająca niewiadomoco w nie lubianym języku. Spadły dymy alkoholu, krople papierosów i już wszystko było z powrotem zaplanowane, szereg insynuacji rozmył się w kilometrach cofniętych do tyłu. Tam czekało cierpkie wino, nawałnica liter splątanych dodatkowymi gestami, proch przechodzący z ojca na syna, z matki na córkę, taka chora teoria. W rożnych opakowaniach chowa płyty, a mieszkanie zna i mówi otwarcie, że też przez to przechodził. Deja vu zbyt intensywne, kłopoty z mową robią swoje, pełno szlagierów na keyboardzie, jeszcze więcej pochowanych na ścianach; szkoda gadać, rzuć banknotem i zobaczymy co wypadnie. Orłoreszka, bilon jest zwinięty zbyt ciasno. Nadejdzie wkrótce dzień, w którym upór i honor trzeba będzie przełożyć w jakąś szczelną kieszeń, rozejdzie się po kościach w kolejnej podróży. W trakcie tego epizodu powietrze tak po chamsku zaśmieje się w twarz, szepcąc przy okazji o trudach i niezrozumiałościach. Do odpowiedzi należy tylko westchnienie i przymknięcie oczu. Później zmieni taktykę, bo i po co ciągle doświadczać tego samego? Tylko o którym mowa? Znaki zapytania są cenne w dzisiejszych czasach, możesz podejść i wręczyć mi je bezkarnie, a zachowam i będę wiedzieć już, co mogę zrobić. Tymczasem było tam zimno, choć góra jedzenia parowała z gorąca. Wyraz śpiących oczu jak za każdym razem, również i teraz był inny. Opływanie w doskonałej ciszy, niepotrzebny zapał wersów spływających na stół; w tym też przyszło nam kiedyś spoczywać. I wyrzeka się ponownie, choć końcówki zdania nie można być pewnym - wspomniane wcześniej pytajniki weszły ukradkiem w każde ze zdań - już nawet nie chcę wiedzieć kim jestem, wolę po prostu nie być w ogóle i skończyć myśleć na zawsze. Wciąż zastanawiam się, co mogę ci jeszcze powiedzieć tak bardzo ważnego, ale nie wystarczyło by mi życia, aby całość przekazać w twoje ręce, więc przy każdym zdaniu połóż znak zapytania, niech każdy z nich zacznie żyć na własną rękę, zobowiążą się do wzajemnej kontemplacji. Niechaj istnieje chwila. Mówią mi, by przestać filozofować a ja po prostu lubię, gdy obraz przez dym jest zakurzony i drga w małym świetle przy ścieżce lub nodze od stołu. Myśl co tylko wymyślisz, ale ja się w złudne szczęście nie bawię, więc i udawaną miłość odpuszczę jak Bóg grzechy, w dodatku mnie, grzeszącej ateizmem. Mogę przybrać dwa schematy, ale pokrótce oba mogą być gorsze niż obecny, więc może poszukam trzeciego? Albo kolejny raz zabłysnę talentem aktorskim znikając stąd na zawsze ze względów oczywistych a może wręcz przeciwnie i doświadczę tego, czego rzekomo nie otrzymałam, a co planuje mi dać? Czyżby to miało związek z pozytywnym uczuciem? Czy mój chory umysł nie nadąża z napływem informacji?


decyzja została popełniona, dzięki Tobie. Mango zmieniło się w kiwi. Nad rzeką, pośród oliwek, wina i papierosów uśmiech na twarzy i drugi, a słońce wyznaczało początek dnia, a potem koniec, spędzony przed lśniącym ekranem, zatopione w papryce i z posmakiem pizzy w tle. Dłonie mogą się łączyć, dotykać, wspominać te ważniejsze momenty i słowa.

 


zmieniło się bardzo wiele w przeciągu tygodnia. Wierzę, że będzie lepiej. Zaczynam całkowicie kompletować najważniejsze osoby w moim życiu i zrobię wszystko, aby zostały w nim na zawsze. Urodziny Igora przebiegły wspaniale, cieszę się, że wiele spraw dookoła sprzyja moim planom. I... dziękuję, że znów się pojawiłaś. Jest całkiem inaczej, doskonalej. Oby tak ze wszystkim. Ze złamaną ręką również lepiej, chodzę bez szyny i powoli zaczyna się normalnie ruszać. Za pół roku jeszcze jedna operacja na wyciągnięcie opasek, które zostały po "drutach" ale to już nic specjalnego. 



ilość komentarzy (19) | dodaj komentarz do wpisu

zwyciężczyni.

sobota, 19 lipca 2014 0:26

wstajesz czasami prawą nogą, a pod koniec dnia okazuje się, że to łóżko było obrócone o kąt ostry do powierzchni. Przecież z całych sił chcesz być człowiekiem przekonanym, iż wierzy uparcie własnym poglądom i ideom, a w rzeczywistości zmęczenie nie opuszcza twoich pozbawionych koloru źrenic, słowa płynące z bladych ust nie posiadają takiej samej wartości jak ułożone w myślach, nie masz siły popatrzeć wyżej i uśmiechnąć się bez skazy, nie, nie potrafisz kłamać perfekcyjnie. W zasadzie nie potrafisz w ogóle. Dobrze, że tak mało dookoła innych, którzy nie wiedzą, nie czują tego co rozrywa duszę na części i pozwala, by ostatkiem sił łzy spływały ci po twarzy.

 

półmrokiem rozbłyśnie pięćdziesiąty już pewnie papieros. Z popielniczki próbują uciec; w gruncie czego dokonują niemożliwego; wszystko nam jedno; z daleka niewyraźnie, ale wiesz, że to najprawdziwszy śmiech dostaje się do twoich uszu. Jakim cudem może być tak beztroski?

 

może jechała autem, a może rowerem z kolorowymi szprychami, ale nie zapytał nikt, ani nie powiedział, że łóżko źle stoi. Czy papierosy miały zbyt wyraźny smak, a może po prostu prześladuje ją ta 16, jak mnie bądź nawet i innych. Czy ktoś pokwapił się zapytać? Dotrze na miejsce i pomogą, choć może nie będą mówić zbyt wiele, skoro nie jest to potrzebne. Może po prostu stworzą małe cudo, a będzie się cieszył cały świat, i nawet śmiech, który był zbyt daleko, aby go podzielić, teraz będzie mnożył się wielokrotnie.

 

...perfekcyjność mamy w sobie na wyciągnięcie ręki. Chwyć i posiądź na zawsze, ale zapomnij, gdyż nie warto pamiętać; wstanie i ucieszy się, że choć może i łóżko kiedyś stanęło zupełnie inaczej, obracając życie do góry nogami, to jednak dzisiaj za oknem obudził się jeden z dni poprzedzających multum kolejnych, należących wyłącznie do niej i może się nimi cieszyć bez końca.   

 

 

 

trochę inaczej, dla osoby, którą każdy z nas widzi, czy w sobie, czy w kimś bliskim, kto zmaga się z okrutnym bólem, ale nie poddaje się i wciąż walczy. Wie, że wygra. Wiem, że wygrasz. 

 

W.



ilość komentarzy (13) | dodaj komentarz do wpisu

zamknięte okno o określonym czasie.

środa, 16 lipca 2014 16:39

niebo za oknem, a w środku chłód. Fatamorgana, deja vu i inne substytuty ciebie. Piwo i wódka nawet zaczynają się kończyć, może dzisiaj nie ma czasu na myśli czy niefortunny zbieg okoliczności. Kierunek północ nakreślony tą jedyną strzałką, w której nie mieści się sen. Zbyt późno przyszła albo za wolno, tak się tłumaczy nieudolnie umysł. Choć pojawiła się uparcie, nie dla niej trzymamy miejsce wśród swoich, nie do niej wzruszymy się głęboko. A później przetnie uścisk powietrze, rozleje skarg morze nad nami i spłynie dosadnie nieruchomymi brzegami wiwatów. Na bis ponownie zagrają fado, i jeszcze, a potem i znowu. Orchestra nie zechce przestać grać tak wcześnie, przecież tyle lat jest do zdobycia, więc skwitujemy słowem ostatecznym, wulgarnym; nareszcie dobrnijmy do końca, a tam czekać będą na nas trzysta tysięcy wiadomości, obarczonych dziwną, niemą miłością, nostalgią wsuniętą niechlujnie pomiędzy wersy. Pozwól zatonąć i nie pomagaj. Utop łzami ostatnie wspomnienie, pierwsze również wymaż dokładnie, nie pozwól im się wydostać a na zawsze zapomną jak można istnieć wśród żywych. Ten niebyt jest prosty, skruszony, niepewny. Łatwiejszej konstrukcji nie znajdziesz. Nie bawimy się w kwadraturę koła, aby odszukiwać rozwiązania, które nie istnieje. Nie jestem zbyt prostym człowiekiem, choć machinalnie wykonuję część z ruchów jak ty. Bywa, że gardzę neutralnym powietrzem i źle piszę o innych, wiem to na pewno. Dla części nazywam się innym imieniem, a dla reszty drugim, poszukiwanym od lat majestatycznym, zwykłym nazewnictwem, a jednak najwięcej znaczącym od wtedy. Nie jest to normalne, nagonka za szukaniem miejsca pomiędzy najsłabszymi również nie jest kolokwialna, choć pozory mogą mylić. Dzisiaj spada papierowy las ciemności, żarzący się ukradkiem, aż wreszcie płonie dosadnie w hałasie, wzbudzonym dzięki nam. Co zaczyna się tak - takim pozostanie i tak się zakończy, a drzewa nie okryją, nie przyduszą, wolne będą niczym chłód, który otacza zza zamkniętej strony okna.

 



ilość komentarzy (2) | dodaj komentarz do wpisu

godzina, czas, a minuty płyną.

piątek, 11 lipca 2014 23:19

mam miękką skórę i ciemno w pokoju, jakbym się urodziła. Naćpana miłością, przewrotną i smutną. Kilkuosobową, a jednak pojedynczą. Przesypaną z pudełka zapałek na przykryte kołdrą panele. Cisza nocna nie zacznie się dzisiaj, po co usypiać myśli, kiedy jutro mogą być już inne? Piąty przebiegł obok, nieświadom swojego istnienia; tak, zapomniałam, że to już tyle. Słowa muzyki dobiegają również, niezbyt bezczelnie. Dziękuję, że jesteście zanim dzień nadejdzie z błyszczącymi oczami i odgarniętymi z czoła kosmykami. Siedzi naprzeciw i krwawi smutkiem. Zaraz, ale jeszcze chwilę pomilczy, wiedząc, że ten sam sygnał w telefonie nie jest przypadkowy, wciąż rytmicznie dobiega do uszu; zamknij się w końcu. Ostatni wieczór, kiedy może być obecna prawie całkowicie, a jednak jak gdyby jej nie było. Wertuję zdania, których już nie może upublicznić z wiadomej przyczyny. Wiatr budzi do życia jednocześnie umierając. Wiesz przeca jak długo już piję to jedyne i piszę przy okazji, i jak wciąż ciężko mi skończyć przed czasem. Patrz jeszcze przez chwilę tą ostatnią, kiedy możesz; i tak wiem, że to zrobisz, nie muszę mówić. Każdy twój wykrzyknik staje przede mną otworem, kropki, przecinki, zdania opowiadają mi o tobie w taki sam sposób jak o 16.37; kocham cię, kocham. 23:16, widzę przecież jak mało zostało czasu. Nie skończę tego dzisiaj, tak czuję. Ale niedługo będzie po północy, więc odnajdę siedzące obok nowe strofy.



ilość komentarzy (33) | dodaj komentarz do wpisu

budzi mnie wiatr - ona została.

piątek, 11 lipca 2014 18:10

skoro musisz odejść to odejdź. Posiedzę tu jeszcze, natchniona brakiem emocji. Może spróbuję się wzruszyć, że poszłaś tak nagle, zostawiając w tyle tak wiele. Może się mylę, nie powinnam nazywać rzeczy po imieniu. Gdy ciebie nie będzie strącę butelkę z krawężnika. Jej zawartość mi doskwiera, jest bardziej gorzka niż wczoraj. Przez nos, oczy, usta nie chce przejść najzdradliwiej w tym otoczeniu. Przymarzłam w upale do krawężnika. Rok po roku przybył już, i dowiedziałam się, skąd ten upór, ale nie chcę wiedzieć, dlaczego nie było aniołów gdzieś dookoła choćby mgły. Może nie wracaj pochopnie, to nam nie pomoże, nie poczujemy się lepiej w złudnym szczęściu, podążaniem ku upadku. Nie patrz w oczy, które zazdroszczą Ci wszystkiego; chęci życia. Codziennie od wczoraj chcę wieczoru i nie chcę na przemian. Dłoń wykonuje ruch, który znam zbyt dobrze. Nie wiem już, ile wziąć ze sobą, aby było lepiej. Skoro w oddali, patrząc przez okno masz mnie na wyciągnięcie ręki, to nie muszę się bać nieśmiertelności. W nadzieji przycupnie ostatnia, tuż obok. Przywitam się, nieładnie tak choćby nie skinąć głową. Najważniejszy gest, który nas łączył na powitanie i pożegnanie. W każdym calu i w śnie, gdy odpychałaś śmierć od swoich rąk, a ona pragnęła cię bardziej, niż wtedy, kiedy poznała nas ze sobą.



ilość komentarzy (17) | dodaj komentarz do wpisu

białe maki, czerwone łzy.

środa, 09 lipca 2014 1:54

tak obiecałam, jakby niejedno. 

 

nie dotrą słowa, które już przybyły na miejsce, w naszych książkach również zacznie ich brakować. Metalowe rośliny, drewniane butelki, znienacka może jakby i grzmot uderzy w kominy gwiazd. Razem sprószeni makiem i ciastem, w głębinach samozachwytów i lękach zaczniemy obierać pomarańcze ze skórek. Klucz otrze się o czystą gładź owocu, przesiąknie nim na wieczność, gdy nawet wtulisz się w miękką kołderkę sierści ono momentalnie będzie przypominało Ci zapachem. I nawet, gdy ręka zanadto ściśnięta z powietrzem uderzy o wybrukowaną powierzchnię przy stole, nie zapominaj, jakim prawem pojawiło się zarówno pierwsze, i drugie. Być może tęskne spojrzenie chciałoby prawdziwie zatęsknić i marzyć, ale może nie ma już o czym? W momentach poprzedzających zazwyczaj powtarzasz kilka spiętych ze sobą słów, choć wiesz, że na próżno, one i tak władczo popłyną z góry z dół, a ich nie powstrzymasz. Krętymi drogami wzdłuż skóry. Jak często powtarzasz taki etap? Dzisiaj, a nawet tydzień temu, gdy był owocny dzień, pachniał pomarańczą, której de facto mógł nikt nie zauważyć. I więcej odznaczało się kolorów, a może teraz ich spływa aż do przesady? Chcesz się pobawić w las, aby móc poustawiać najwięcej ścieżek z drzew i wszystkie od razu pochłonąć, aż zabraknie powietrza? Gruby dywan nie zmieni położenia, światło obojętnie jak miękkie, nie przebije skały, to jest ten wieczór, w którym cicho i ponuro przesuwające się cienie po ścianach nadsłuchują dźwięków samotności a ty myślisz o tym, czego pozbył się los. Chcę, to napiszę o nas książkę tak opasłą, aby móc płakać nad nami dwadzieścia cztery godziny w dobie przez resztę życia i to już będzie czymś więcej niż samotnością. Czymś innym niż smutkiem, obrazującym przykładowo cztery z rzędu nieprzespane noce. A może pobawię się w pobijanie rekordów - jak wiele smutku można nie przespać? Mogę wygrać, a Ty zapomnij. Wyłącznie w sobie chcę umrzeć. 

 

nie wiem, czy występują jakieś błędy, a po cholerę się nimi przejmować... nie wiem, dlaczego nie odpisuję na komentarze, a czy to aż tak ważne...? Nie wiem też wiele o czymś, co jest w sercu... ani pośrodku nieba... napiszę...? noc pokrywa, zasłony szeleszczą. Spróbuj nie zmarznąć. 



ilość komentarzy (13) | dodaj komentarz do wpisu

idę.

poniedziałek, 07 lipca 2014 3:14

 przestrzeń nie roztkliwia się za bardzo. Daj jej wiarę a zacznę od podstaw; może był ktoś, kto nie nauczył od małego jak układać litery, by wyszedł życiowy alfabet. Zapomina czasami wypowiadać słowa, które odmienią wszystko i nie tworzy muzyki układając ją najpierw w głowie. Zazwyczaj, gdy gdziekolwiek siedzi pojawia się pytanie, czy to się nie skończy zaraz tylko trochę później? Tylko z tym może być ciężko, wyłącznie z tym nie potrafi iść i zasnąć, wstać i być. Lepiej jest kończyć dzień kilkadziesiąt godzin później, bez uśmiechu i myśli. Jest taka pusta i ciemna, prawie jak nicość, tylko wciąż chodzi i przeklina świat, w którym nie chciała walczyć. Bezużyteczność nie polega na tworzeniu, lepiej zamknąć mordę na kłódkę, zostać w tym, w czym się jest i nie budować murów, tylko jebnąć nimi o ścianę, aż się wywrócą i zgasną potłuczone żarówki. Nieraz odłamki wbijają serce zbyt głęboko. Tylko z tym może być ciężko. Tylko znaczenia tego właśnie nie potrafi odkryć. Dobranoc dla niej, więc dziękuję.

 

napiszę więcej, obiecuję. 



ilość komentarzy (4) | dodaj komentarz do wpisu

wtorek, 27 czerwca 2017

ile osób odwiedziło:  2 013 488  

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz proszę na maila: tamas.shane@gmail.com

podsumowanie na pod koniec dygresji

ile osób odwiedziło: 2013488
ilość moich wpisów:
  • liczba: 403
  • komentarze: 13726
żyję tutaj dopiero : 3471 dni

dopisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: