Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 659 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

gips.

wtorek, 28 sierpnia 2012 23:30

Kociak złamał wczoraj rękę podczas mojej rozmowy telefonicznej z rodzicami. Z matematyką nie poszło tak, jak chciałyśmy, ale w końcu i tak chcemy realizować swoje plany i ten przedmiot nie jest nam do nich potrzebny. Spotkałam dzisiaj w szpitalu znajomego terapeutę, niedawno zadzwonił do mnie znajomy z Woodstocku, Chiqui popierdziela z gipsem, a ja wysłałam dzisiaj ostatnie potrzebne dane do wydawnictwa, pomijając NIP, który potrzebuję uzyskać ze swojego miasta. Więc albo się przejadę, albo szanowny tato mi go poda. Jestem tą osobą, którą chciałam być, emanuje ze mnie radość, jestem przeszczęśliwa z moim Guuupkiem. ;* Mielonka dzisiaj spędziła z nami kilka najdłuższych godzin w swoim życiu - widok zmasakrowanych ludzi nie jest zbyt przyjemny, sama myślałam, że zacznę ryczeć. Chiqui twardo, kości nastawione i tylko czekać, aż znów będzie tak sprawna, jak wcześniej. ;) Zaczęłam znowu grać w Farmeramę, nie mam pojęcia, co mnie wzięło. Muszę dokończyć obraz, a do Leszna wracam w piątek, niestety. Tydzień i powrót w Opole. :) Sytuacja z rodzicami wygląda coraz lepiej.



ilość komentarzy (3) | dodaj komentarz do wpisu

moja mała wielka miłość.

sobota, 25 sierpnia 2012 21:02

Wypowiedz jedną liczbę z przedziału od 1 do 18. 16! i "dziękuję, Kochanie". Kociak uczy się z Lakim matematyki i jest zachwycona. Dostała przed chwilą telefon od mamy, która cieszy się, że jesteśmy razem, wiele zrozumiała, wytłumaczyła, jest przepełniona radością, a ja jestem przeszczęśliwa. Każda kolejna sekunda spędzona z nią to czysta euforia szczęścia, wzruszenia, które czuję w oczach. Chcę krzyczeć, chcę żyć, chcę cieszyć się ze wszystkich tych cudownych chwil! I właśnie to robię. To moje miejsce, tak toczy się życie, które chciałam kształtować właśnie w taki sposób. Jest coraz piękniej i, jak nigdy, poznaję tak prawdziwie, od samego początku, przechodząc powoli przez kolejne rozdziały, poznaję delikatnie, bez trudności wkraczając w progi świata, który był tak daleki a teraz jest wyłącznie częścią mnie - to ja jestem jego cząstką. Nie spieszę się i wiem, że pośpiech był błędem, który zawsze mi towarzyszył. Teraz, spełniając się właśnie w taki sposób czuję, że osiągam pełnię radości. Przytulam, za każdym razem w inny sposób. Rozmawiam na tak wiele tematów, poruszamy sprawy, których nigdy bym najchętniej nie nadpoczynała. Myliłam się twierdząc, że istnieją połówki, które spotykają się po jakimś czasie. Myliłam się również uważając, że każdy tworzy odrębną całość. Wiem, że my tworzymy jedność i czuję się, jakbym spotkała kogoś, kto właśnie mnie szukał i wiedział, że to właśnie ja mam stanąć na drodze, aby kontynuować ją wspólnie i dojść do absolutu. Różnice charakteru i pewnne inne, które tak się wraz ze mną uzupełniają. Spełnienie. Wszechobecne spełnienie, którego nie biorę garściami, chcę się nasycać jak najdłużej, chcę to mieć w sobie. Wkrótce wydadzą moją książkę. Nie wierzyłam w to do samego końca, a jednak! Spełniło się moje marzenie, z którym zwlekałam tyle czasu. Wystarczy podesłać jeszcze kilka danych, odczekać dosłownie kilka miesięcy, a później trzymać spełnienie marzeń. I płakać jak dziecko. Mielonki cieszą się wraz ze mną, wszyscy się cieszą. Ja najbardziej! A Mielonki zawsze tak bardzo mi pomagają. Sąsiadki, nie wiem, co bym bez Was zrobiła. Kocham Was. :* I... co się wydarzyło od tamtego wpisu? Przede wszystkim, wróciłam do domu, a tam nie działa internet. Dzisiaj facet z UPC spędził 3 godziny zastanawiając się jak rozgryźć problem. W końcu (z pomocą drugiego pracownika) poradził sobie i w końcu mogę coś dodać. A. już całkiem znikła, nie powiem, że z psem postąpiłam w porządku (a raczej ona), ale ja naprawdę nie miałam innego wyboru. Ci, którzy wiedzą, to wiedzą, tyle w tym temacie. Poszłyśmy z Chiqui do Tesco na zakupy, wracałyśmy z wózkiem do domu. Zawsze chciałam to zrobić! Później przeszłyśmy się z Roladą (znaczy się, z wózkiem) do Biedronki i pierwszy raz w życiu przejechałam się w wózku i to nawet, pod groźbą mandatu, przez całe skrzyżowanie, wieziona przez rozpromienioną Chiq. Chciałyśmy sobie wybielić zęby Cilitem Bangiem, ale jednak nie jest tak skuteczny jak na drzwi, który wybielił od razu. Odwiedziłyśmy mojego Brata (czyt. Magdę), której na drugi dzień przywiozłyśmy całą siatkę jedzenia, które gotowałyśmy przez cały poranek do popołudnia. I dla psa. Generalnie posiłki, które upichciłyśmy to: rosół (Bratu nie zaniosłyśmy, ale jej piesek miał mięcho z ryżem.... znaczy się, w rosole to makaron, ale dla psa ryż), fasolka z bułką tartą, pomidory z cebulką, mizeria, gotowane brokuły, kapusta pekińska z sosem.... i kurczę, jakoś mało wyszło jak na cały dzień gotowania. A, dla psa jeszcze żołądki! Niezbyt często poruszam na bloogu temat Brata, ale od pewnego czasu nic się dla niej i jej laski nie liczy, jak tylko ćpanie. Jest mi żal Brata, że tak daje sobą manipulować i przestało jej na wszystkim zależeć. Mam nadzieję, że już bardziej się nie stoczy. Tak naprawdę, sama sobie się dziwię, że ten etap mam za sobą. Owszem, lubię wieczorne piwo, dla klimatu. Ale nic nie biorę i trzymam się, nie ciągnie mnie. I od dłuższego czasu mam w dupie takie używki. Dalej piszę, coraz intensywniej, wypełnia mnie to pragnienie. Dzisiaj, po raz pierwszy od bardzo wielu miesięcy wzięłam w dłoń pędzel i przeciągnęłam nim po płótnie. Zaczynam znowu malować. Wracam do mojego świata, za którym, teraz czuję, tak bardzo tęskniłam. Spędziłam dwa dni u Chiqui. Poznałam teściową, teścia, jej siostrę i brata. Kąpałyśmy się razem w basenie, poszłyśmy w plener robić zdjęcia, ale złapało nas okropne wietrzysko i tamtejsza mafia, przed którą udało nam się zwiać. Siedziałyśmy na rozgrzanym balkonie, zajadając się jedzeniem w słoikach dla dzieci i kanapkami, patrząc w gwiazdy i wzbierającą się burzę. Jadłyśmy wyborową pizzę stworzoną przez jej tatę i siedzieliśmy wszyscy razem. To było tak... tak, jak w rodzinie. Takiej prawdziwej. Przyszła po mnie na dworzec, z obrazem w ręce. Teraz patrzę na niego i wiem, co chciała mi nim przekazać. Czekam, aż zaraz tutaj przyjdzie i zatopię się w tym cudnym uczuciu. (a tak poza tym, to chyba zrobiłam kilka błędów, strasznie się spieszyłam).



ilość komentarzy (8) | dodaj komentarz do wpisu

po Woodstocku.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012 17:11

... i to było coś więcej, niż tylko muzyka. Czułam przenikliwe ciepło i jednocześnie chłodny wiatr przeszywający moje dłonie i twarz. Po boku rozwiewane, długie włosy muskały moje przedramiona. Krajobraz biegł szybko i z każdą chwilą czułam się coraz bardziej wolna. Drzewa i tory mijały dwie kobiety wychylające się z okna ciasnego pomieszczenia. Potem powiedziała, że mogłaby w tej chwili umrzeć. Zdałam sobie sprawę, że współodczuwam jej słowa. I patrzyła mi w oczy, głęboko, jak gdyby nikt nigdy wcześniej we mnie nie spoglądał. Wiatr zaczął łaskotać w usta, następnie na wpół przymknięte powieki. I trwała ta idylla, harmonia. Trwa nadal i będzie. Ich wcześniejsza pogoń za papierosami na dworcu w Poznaniu, skradzionymi przez faceta, który został przez nich dopadnięty. Rozlewanie whisky ludziom, stojącym przy kasach biletowych. Wpatrywanie się w chmury, leżąc na murku - i budzący z letargu policjanci, ostrzegający, że w tym miejscu nie można spożywać alkoholu. Cygańskie ubrania porozrzucane po peronie. W końcu sytuacja spisana na samym początku i wylądowanie w Kostrzynie równo o godzinie dwudziestej czwartej. Mogę śmiało napisać, że na Woodstocku robiłam rzeczy, o których nawet nigdy wcześniej nie myślałam. Speszona siedziałam w namiocie z nimi trzema, nie bardzo wiedząc, co ze sobą począć, aż w końcu zrozumiałam, czego chcę. Nie będzie tego, co wcześniej. Skończyłam z pewnymi sytuacjami, zajmuję się tylko Nią i tylko Jej chcę. Myślałam o Niej wcześniej i nie przypuszczałabym, że właśnie tego pragnie, co ja. Wzięła mnie za rękę i pokazała świat, który przecież znam poniekąd. Świat, którym jest sztuka, uśmiech, pasja, radość, twórczość, uczucia zgłębiane za pomocą ołówka i wszystkiego innego, co trafi w dłonie, chwytanie momentów słowami. W pewnym momencie stanęłyśmy ze znajomymi i trzymałyśmy kawałek kartonu z napisem "Pomocy! Trzeźwieję!", a ludzie przechodzący obok uśmiechali się szeroko i dolewali nam piwa do plastikowego kubka. I to uczucie, kiedy jesteś człowiekiem wręcz związanym emocjonalnie z dużą grupą osób. I kiedy leżałyśmy pod sceną, mając w czterech literach czystość ubrań i spojrzenia ludzi - coś, czego nie można by było zrobić z kimkolwiek innym. Przypadkowa kąpiel błotna i kilkudniowe wspólne chodzenie w samych skarpetkach. Emocje, uśmiech od ucha do ucha, splątane dłonie, mały prezent na kciuku i szyi. Momenty spędzone w deszczu, chwile ukryte w słońcu, hektolitry alkoholu, za którym stało się minimum godzinę, trochę posiłków, kolejki do toi-toiów, tłum poznanych ludzi, tysiąc zdjęć i jeszcze więcej przeżyć. Złodziej w gronie niezbyt bliskich znajomych i odzyskane, co nasze z prowizją w dodatku. Telefon rozładowany, zapasowa bateria zabita przez deszcz. Rozłożeni obok przemili ludzie, polowe zaszywanie spodni i wódka bez dodatków. Kolejki przy kranach, mycie się chusteczkami nawilżającymi, wagon fajek spalony w trzy dni. Wyrzuconych kilka par skarpet, które nie przetrwałyby po tym błocie. Zgubiona koszulka pod sceną, pożyczony śpiwór, który nigdy nie wróci do właściciela, jak i moja koszula. Chmary komarów ostatniego wieczoru i pustki wokoło. Dwie kobiety wyruszyły na poszukiwanie skarbów na polanie, która jeszcze dzień wcześniej zapełniona była po brzegi namiotami i ludźmi. Czapka, fragment koszulki trudem ściągnięty z pala, krem do rąk, poduszki, mata, chusteczki nawilżające, magnez, kiełbaski z grilla, jeszcze dobre i mokre płatki śniadaniowe. Ale i tak, wspaniale było to wszystko robić. Podróż powrotna na gapę. Z Kostrzyna jazda z przemiłymi ludźmi i konduktorem, który był idealnym kompanem do podróży. Paliłyśmy, piłyśmy piwo, rozmawiałyśmy z nim. W podróży z Krzyża do Poznania zapadłyśmy w lekki sen, ale nikt nie sprawdzał biletów. Z Poznania do Leszna podróż spędzona pod opieką towarzyszy podróży, a my schowane pod siedzeniami. Cały Woodstock jako jeden wielki hardcore i ogromne szczęście, rozchodzące się ciałem. I jeszcze kawałek czasu spędzony razem, aż do przedprzedwczoraj. Niebawem niedziela i ponownie My. Mam siłę, by zadbać o swoje marzenia. Już niedługo będę miała to, czego chcę i czego Ty również. To będzie nasze. I też nie chcę niczego innego, jak Ty. Nikt inny. 



ilość komentarzy (6) | dodaj komentarz do wpisu

wtorek, 27 czerwca 2017

ile osób odwiedziło:  2 013 527  

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz proszę na maila: tamas.shane@gmail.com

podsumowanie na pod koniec dygresji

ile osób odwiedziło: 2013527
ilość moich wpisów:
  • liczba: 403
  • komentarze: 13726
żyję tutaj dopiero : 3471 dni

dopisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: