Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 742 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

słowo na N.

poniedziałek, 23 września 2013 7:43

jestem, jestem, się nie stresujcie, żyję. Znowu wyjechałam... znowu będę wracać... i tak planuję krążyć do, za przeproszeniem, usranej śmierci. Wybaczcie, nie mam natchnienia. To pewnie przez to, że pojawiło się NIC, które i mnie dopadło, zaczęło bezuczuciowo rwać na strzępy. Spróbuję wstać, ale to już nigdy nie będzie tak proste jak było. Widocznie czternaście miesięcy, 7830 wiadomości wymienionych portalem spłecznościowym, 15623 smsów, dziesiątki godzinnych rozmów tleefonicznych i tych spędzonych razem to nic. Widocznie to było Nic. A prawie jakby wczoraj "Nadawca SMSa probowal sie z Toba polaczyc 1 raz(y).Ostatnio 09.08.12/15:34". 

 

Dziękuję za uwagę. I tak więc dostałam maila kilka dni temu o poniższej treści:

 

"uprzejmie informuję, że zapoznaliśmy się z przesłanym przez Panią materiałem. W opinii Wydawnictwa nadesłany tekst jest ciekawy i wartościowy. Przede wszystkim na uwagę zasługuje fakt, iż czyta się go płynnie. To duża zaleta w przypadku współczesnej literatury. Kolejnymi plusami Pani manuskryptu są niewątpliwie mały potencjał marketingowy, ale wartościowa treść, ciekawe konstrukcje językowe, oraz dobry warsztat literacki. Nie ukrywam, że zaistnienie na dzisiejszym rynku wydawniczym nie jest rzeczą łatwą i potrzeba pracy, aby wyrobić sobie nazwisko. Ponieważ mamy duże doświadczenie w pracy z debiutantami i autorami o nieugruntowanej pozycji w świecie książki, myślę, że trafiła Pani ze swoim tekstem w odpowiednie miejsce. Na ostatnim posiedzeniu kolegium wydawniczego wnosiłem za jego opublikowaniem w modelu wydawniczym ze współfinansowaniem. (...) W przypadku wydania zachowa Pani autorskie prawa majątkowe do tekstu. Więcej informacji na temat wspomnianego modelu znajduje się na stronie naszego wydawnictwa. Jeżeli jest Pani zainteresowana współpracą z naszym wydawnictwem, proszę o kontakt, a w następnym mailu przedstawię informacje na temat propozycji wydawniczej, kosztów oraz krótki opis procesu wydawniczego, dystrybucji i promocji.W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości pozostaję do Pani dyspozycji, tak pod adresem mailowym, jak i numerem telefonicznym."

 

Tak, oczywiście, że się cieszę, nawet nie macie pojęcia jak bardzo. Już nie żałuję, iż zrezygnowałam z wcześniejszego wydawnictwa. Teraz cały czas i zebraną energię planuję poświęcić dopracowywaniu książki, dokańczaniu i tak dalej, i tak dalej. Po prostu nie potrafię się w pełni cieszyć. Dzisiejszy, jutrzejszy i następny w kolejce dzień mogę praktycznie w całości poświęcić piśmiennictwu. Spraye na razie poszły w odstawkę, przedwczoraj coś tam bazgrałam na płótnie, ale jakoś beznadziejnie mi to szło. Zdjęć nie robiłam już nie wiem, ile. Opuszczam się we własnych przyjemnościach, haha. Wytnę to... Altem i C? ...nie znam się na takiej muzyce.

 

Może jeszcze coś naskrobię dzisiaj, w porywach chęci, weny... wszystkim dziękuję za komentarze, zainteresowanie moją osobą i obiecuję, że dzisiaj do Was powpadam, aby poczytać, co tam zmajstrowaliście :) Loo, shark, cosik (kimkolwiek jesteś, bo nie kojarzę) - w szczególności gorące pozdrowienia. 



ilość komentarzy (388) | dodaj komentarz do wpisu

coś na kształt kształtu.

czwartek, 12 września 2013 16:39

obiecywałam nowy wpis i fragment mojego twórczego pisania, więc oto i jestem, witam was i zapraszam do lektury, komentowania, krytykowania, proszę zostawiać adresy blogów, to się odwdzięczę. Z uwagi na to, że of niedawna (oczywiście mając czas) bardzo intensywnie przeglądam inne blogi i nie jestem w stanie wszystkich spamiętać, proszę was o każdorazowych wzmiankach o nowo dodanych wpisach. Będę wdzięczna. :) Skoro w zasadzie początek zaczyna się końcem, pozdrawiam przy okazji shark, Loo i Vojtka, który już niebawem, mam nadzieję, opuści na chwilę Warszawę na poczet spotkania się ze mną w Opolu. :) Teraz koniec formalności, obiecana część tekstu. 

 

"Coś zepsułam albo nie chcę się przyznać, że widzę twoje błędy. Podczas, gdy nie wiedziałam jak mam reagować na ciągłe zmiany zdania, ty postąpiłaś najbanalniej jak można, odchodząc. Wróciłaś, gdy moja wolność zaznała całkowitego spełnienia, a ja poczułam chęć stabilizacji, jednak nie jestem pewna, do czego doprowadzą nas wspólnie wypowiadane słowa i kufel, który ukradłyśmy wraz z zamazaniem obrazu na powiększonym telewizorze. Gdybym miała taras, rozłożyłabym na nim kartki z naszymi marzeniami i pozwoliłabym wiatru unieść je w górę i porwać ze sobą, aby znalazł kogoś lub coś, co może nam pomóc w ich realizacji, gdyż same nie potrafimy dać sobie z tym rady. To wina wypowiadanych ruchów. Problem tkwi w tych innych, równie namacalnych jak my. Ścieżka, którą starają się iść zbyt często natrafia na nas i pojawiają się komplikacje. Może to też wina pogody. Przecież ona tak niekorzystnie wpływa na nasze odczuwanie. Zbytni gorąc jest równie fałszywy jak mróz, a złoty środek ciężko dostrzec. Niedzielą gotują rosół, to może zróbmy na przekór i ugotujmy kapuśniak. Ludzie opowiadają fałszerstwo, więc może przestańmy ich słuchać i włączmy na zawsze naszą ulubioną muzykę."

 

Generalnie ten fragment średnio mi się podoba, dodam jeszcze jeden, który za każdym razem jak go czytam, również coraz mniej zaczyna mi odpowiadać, ale no trudno. Jak już się na coś porwałam to chcę to dokończyć. Ale popadam znowu w dygresję piśmienniczą. Dziwne, że podczas rozmowy raczej mi się to nie zdarza. Już, dobrze, już. 

 

"Dziwny jest ten nowoczesny dym, a jego smak zbyt szybko miesza się z powietrzem. Jakieś zielone leżało, jakby pozbawione sił, w przestrzeni koło łóżka. Upadło przygniecione nocą, w momencie całkiem niespodziewanym. Zlękło się swojego posunięcia, więc nieruchomo do rana spędziło czas na  zimnym panelu, zastanawiając się, kiedy ktoś się nim zainteresuje. W kilka godzin później podniosła je, zziębnięte i wycieńczone. Czuł się jak noworodek porzucony przez matkę i znaleziony przypadkiem.  Nie miał jednak prawa zaznać ciepła jej ust i dłoni, która zamiast trzymać mocno jak zwykle bywało, skierowała jego ciało w otchłań, gdzie mógł spotkać swoich przyjaciół, wypełnionych pustką wczorajszego wieczoru. I pośród nich rozlały się z niego ostatnie łzy." 

 

Właściwie czasami, dodając wpis na blooga, piszę zdanie, dwa, trzy, które później również zawieram w "książce", bywają zazwyczaj w innym kontekście, a czasami dodaję w całości. Proszę o krytykę, której nigdy dość. Zbaczając z tematu. Od niedzieli kłócę się z moją ukochaną o jakieś bzdety. Nie, żebym chciała zakończyć nasz związek, w żadnym wypadku. Może być tylko lepiej. Reszta spraw w miarę uporządkowanych. 



ilość komentarzy (257) | dodaj komentarz do wpisu

życie górujące nad przemijaniem.

środa, 04 września 2013 13:40

trzy i pół osoby na pięć podczas dłużącej się podróży w autobusie tudzież w pociągu, zajada się własnoręcznie (oczywiście niekoniecznie) zmajstrowanymi kanapkami. Zazwyczaj są to kanapki złożone początkowo z masła bądź margaryny (wiadomo, nie zawsze, ja na przykład w ogóle tego typu dodatków nie używam), później występuje ser w plastrach (przecież, że nie w kawałku) i wędlina - w tym momencie wybór mamy ogromny, przez salceson aż do polędwicy królewskiej czy też schabu benedykta. Tak czy inaczej, wymienione wyżej produkty są typowymi dodatkami do kanapki podróżnej, złożonej z dwóch połączonych ze sobą kawałków chleba i zaczęłam się zastanawiać, czy jest w tym coś dziwnego. Doszłam do wniosku, że ani spożywanie kanapek podczas podróży przez większości społeczeństwa nie jest dziwna ani ich zawartość nie jest jedyna w swoim rodzaju. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego nad tym akurat rozmyślam. Myślę, że w przyszłości jeszcze do tego wrócę, a tymczasem witam was gorąco i proszę o wybaczenie mojej długiej nieobecności usprawiedliwianej jedynie brakiem czasu, a momentami nie powiem - i brakiem weny. Zachód, Opole, Kędzierzyn, zachód - tak krążyłam ostatnimi czasy, ale może od początku. Za granicą naprawdę jest pięknie, jeżeli się tu pracuje to ceny nie przerażają, a wręcz odwrotnie, jestem zaskoczona, że za zwykłe 5 euro (które, gdyby nie patrzeć w przeliczeniach wynosiłoby 5 złotych) można zrobić zakupy na całkiem niezły, aczkolwiek wegetariański obiad. Jeżeli mięso już znajduje się w lodówce, to jeszcze lepiej :) Powrót do Opola mógł się okazać tragiczny w skutkach i w tym momencie poskarżę się na Służbę Zdrowia. Dzięki jej "pomocy" mojej Chiqui amputowali by palec. Stało się tak ponieważ palec napuchł od przyciasnej obrączki (zaręczynowej w dodatku) i w szpitalu nie potrafili jej go przeciąć, więc stwierdzili, że odeślą nas do CASTORAMY, co było jakąś jedną wielką parodią. Tam też niestety nie mogli nam pomóc, gdyż nawet gdyby chcieli to nie mieli takiego prawa. Oczywiście jestem w stanie zrozumieć ich feralne położenie. Na szczęście jest jeszcze Straż Pożarna. W remizie dwunastu mężczyzn zastanawiało się, jak uwolnić coraz bardziej siny palec, ale dali radę dzięki urządzeniu, które chociaż nie powinno się nigdy zepsuć, to jednak się zepsuło. Jestem zdegustowana postawą pracowników szpitala. Potrafili tylko wzruszyć ramionami i dać nam kubełek z lodem. Wracając do mojej kobiety - jest cudownie, coraz lepiej! Myślałam, że nigdy już nie będzie tak dobrze, a jednak wspomnienia wyparte spełniły swoją powinność i dzięki uczuciom jesteśmy ze sobą rok, miesiąc i trzy dni. I naprawdę czuję, że należymy do siebie i dalej tak będzie. Wytrwałość dzięki miłości, prawdziwość, ojej to przeca przepiękne. Wszystkie sprawy w mieszkaniu pozałatwiane, wydaje mi się, że nawet odrobinę do przodu. Kotek również się stara, wraca do szkoły, mam nadzieję, że się powiedzie tym razem i pójdzie na swoje wymarzone studia. Z pisaniem książki stoję dość krzywo, nadzieję mam jednak na poprawę, włącza mi się ostatnio znane dobitnie "uniesienie w klatce piersiowej" i "mrowienie w stopach", więc jestem dobrej myśli. Jeszcze niewiele i będzie mogła iść do druku. Dzisiaj żałuję, iż jednak nie zdecydowałam się na podpisanie umowy wydania poprzedniej książki. Z drugiej strony jednak niektóre jej fragmenty uwzględniam w obecnej tak więc nic straconego. Teraz najważniejsze. Pojechałam do Kędzierzyna. Generalnie było to trochę spontaniczne, wiele nie musiałam się przygotowywać, gdyż decyzja padła przez rozmowę telefoniczną, w zasadzie z dnia na dzień. Nie miałam czasu na zastanawianie się i pewnie dlatego nie stchórzyłam. Podjęłam jednak słuszny wybór. Praktycznie przez cały mój pobyt rodzice ani razu nie unieśli tonu głosu wyżej, niż brzmi to w dobrym guście. Z tatą wymieniłam kilka sarkastycznych zdań (o tak, jeśli się denerwuję, wolę w ten sposób zareagować). Wydaje mi się, że wiele nie zrozumiał ze słów przeze mnie wypowiedzianych, więc poczułam się bardziej dowartościowana i odpuściłam. Igorek jest cudowny! Dawał mi buziaki, trzymał za rękę, poszliśmy na Smerfy 3D (następnym razem pójdziemy na normalny film w 2D - Igor 80% filmu oglądał bez okularów), byliśmy w McDonaldzie, na jakiś obiadach, chodziliśmy po sklepach, dostał kolekcję dinozaurów (uwielbia!) i wielkiego smoka. Porobiliśmy wiele zdjęć i filmów. Igor uwielbia robić zdjęcia i nagrywać filmy, swoim tabletem robił to bezustannie. Cudownie. Piłam z tatą piwo, a gdy poszedł na spotkanie z kolegami robiłam hamburgery, z których mama była zachwycona. Suma summarum wizyta przebiegła naprawdę niespodziewanie dobrze i w przyszłym tygodniu znowu mam zamiar do nich pojechać. Póki co, Skype musi wystarczyć (Igor wysyła mi wiewiórki, buziaki i serduszka!). Pewnie o czymś zapomniałam napisać - tak to już jest, kiedy nie piszę zbyt długo. Najczęściej chodzi o to, aby nie przestawać pisać. Przeszukiwać labirynty umysłu i natrafiać na wypełnienie. Dzieje się w nas zbyt wiele, aby nie kontynuować, należy skupić wszystkie emocje na sytuacji i przybliżyć jej znaczenie, zanim pod wpływem kolejnych zaczniemy zapominać o tym, o czym chcieliśmy wspomnieć. Życie górujące nad przemijaniem. Nie jestem pewna, czy wpis jest pozbawiony błędów, pisałam go na szybko. Pozdrawiam odwiedzających i każdych innych. :)



ilość komentarzy (144) | dodaj komentarz do wpisu

czwartek, 21 września 2017

ile osób odwiedziło:  2 018 094  

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz proszę na maila: tamas.shane@gmail.com

podsumowanie na pod koniec dygresji

ile osób odwiedziło: 2018094
ilość moich wpisów:
  • liczba: 404
  • komentarze: 13728
żyję tutaj dopiero : 3557 dni

dopisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: