Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 659 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

kolejny rok mamy z głowy!

czwartek, 31 grudnia 2015 14:54

czas ucieka jak dym przez palce, a mam go mało, tak się ostatnio złożyło. Grudzień... piękny zimowy miesiąc a w moim mieście aż skrzy od nadmiaru wiosny. Mikołajki spędzone cudownie, z moim małym, dużym (przecież już ma 9 lat!) synkiem. Cały miesiąc spełzł na pracy, oraz na urządzaniu mieszkania. Remont, wymiana całej instalacji elektrycznej, jakieś drobnostki. Jestem piętro wyżej; gdy tylko przechodzę obok zaklejonych małą naklejką drzwi, wpadam w zadumę. To jest nie do pojęcia, aby tak diametralnie zmienić swoje życie; aby zmienić siebie. Na początku ubiegłego roku nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wiele mogę osiągnąć w przeciągu tych dwunastu miesięcy i jak bardzo mogę zmienić samą siebie. Tam gdzieś, wydaje mi się, spotkałam się z własnym dnem. Chciało uchylić mi nieba, mówiło natrętnie o tym, jak może być przyjemne to złudne szczęście. Czasami jeszcze waham się, najczęściej w gorszych momentach.  Przychodzi mi na myśl chęć sięgnięcia po dawne - jednak to, co się działo, to za żadne skarby świata nie wróci. Nie ma takich pieniędzy ani umiejętności magicznych, by przeżyć cokolwiek jeszcze raz, w identyczny sposób. Tym bardziej, jeżeli na końcu są trzy drogi, z których nikt z żyjących nie chciałby skorzystać. Święta - cudny czas. Wigilia z rodzicami adopcyjnymi, synek grający na Xboxie, prezencie od mamusi, jego ojciec. Przyjemna dość atmosfera. Drugi dzień Świąt wyjazd na spotkanie z rodziną mojej żony. Przyjęli mnie miło, buziaki na pożegnanie i pamiątkowe zdjęcia. Dziś, ostatni dzień roku spędzany w towarzystwie kolegów z Kalisza i kilku innych pozytywnych osób. Na trzeźwo, na spokojnie. Nie chcę rezygnować z szczęścia, które otrzymałam od Siły Większej ode mnie. Głupotą byłoby odejście od tego, co pielęgnuję od ponad dziesięciu miesięcy. Idiotyzmem, zanurzać w kałuży krwi, wiedząc, że tym razem może nie udać mi się jej zatrzymać. To był udany rok, jak żaden. Poznałam wiele osób, pojeździłam, nabrałam wiary, robię kroki do przodu. Prawie 9 kilo mniej, o ile waga się nie myli, bo 55 teraz pokazuje. Włosy nie obcinane, coraz dłuższe. Maluję, tak, zaczęłam więcej malować - jeżeli będę miała trochę więcej obrazów, których nie sprzedam jak poprzednich, to jest możliwe, że zostaną pokazane na wernisażu, ale to na razie ciiiii. Pracy nie mam od kilku dni, ale to mnie nie zraża. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Na przyszły rok, życzę zarówno sobie, jak i wam, przede wszystkim wytrwałości, bo to ona jest najważniejsza w realizacji celów. Marzeń. Najlepszego!



ilość komentarzy (17) | dodaj komentarz do wpisu

9.

czwartek, 12 listopada 2015 21:03

9 miesięcy minęło siódmego, ważny czas, długie godziny i dni spędzone nad poznawaniem siebie. Melancholia dzisiaj trochę opadła, może to kwestia lepszej pogody, jest cieplej, bardziej błogo. Choć ja w małych kawałkach doświadczam spotkań z pogodą, pracuję w takich godzinach, że nie mam czasu na obcowanie z przyrodą. Dzisiaj zrobiłam sobie nadgodziny, jutro też idę je zrealizować, mimo, że mam wolne. Wpadam powoli w pracoholizm, ale podoba mi się to, widać efekty mojej pracy (choć czasami tylko przez krótką chwilę), ale pomimo to, cieszę się, że doszłam do tego miejsca, w którym jestem. Mam plany związane z tworzeniem, jeden obraz, myślę, jest skończony, a drugi powoli się maluje. Myślę nad książką. Może jednak? Jedno jest pewne - od myślenia samo nic nie przyjdzie, trzeba się wziąć za realizację. Dostałyśmy z żoną prezenty, już na Mikołaja, blender i czajnik do naszego mieszkania :D kto by pomyślał, że tak można się cieszyć z, właściwie, pierdół... ludzie się zmieniają. Finansowo może być ciężko, wypłata dopiero pod koniec miesiąca. Jest też możliwość dalszego sprzątania biura (tak myślę), choć w grę wchodzi jego przeprowadzka (nic właściwie nie wiem na ten temat, żona rozmawiała o tym). Może sprzedam obraz, kto wie. Nie jest jednak aż tak źle, jakby mogło być, trzeba się cieszyć z tego, co się ma, a ja mam naprawdę dużo. I do tego 9 miesięcy. Buziaki



ilość komentarzy (16) | dodaj komentarz do wpisu

listopad. czas refleksji.

środa, 04 listopada 2015 23:00

rok temu było zupełnie inaczej. Zagubiony świat, połamane emocje, uczucia dzielone na setki bzdurnych, nieprawdziwych. Wtedy zmarł P., ale nawet konsekwencje jego dokonań nie były w stanie mnie powstrzymać. Wciąż brnęłam przed siebie, a raczej grzęzłam, gdyż iść do przodu tak naprawdę nie byłam w stanie. Wykańczały mnie noce nieprzespane, dźwięki zbyt głośne, improwizacje szczęścia zbyt twarde. To był zły czas na wszystko, co dobre. Każda chwila zapętlała się z poprzednią i z poczuciem odpoczynku leżałam, pośród marzeń, które nigdy nie miały stać się realne. Nie dochodziło do mnie światło ani krzyki z oddali; każda minuta była niemym wołaniem o pomoc. Nie chciałam już cierpieć, kłębić się w myślach, nie mogłam jednocześnie pozwolić, aby ktokolwiek mnie usłyszał - i tak mogłam wtedy umrzeć. Patrząc na to z perspektywy czasu mam w sobie nic innego jak poczucie wstydu i niższości. Jednak nic ani nikt nie przywróci tego, co już się stało. Mogę się tylko z tym pogodzić i uczyć na tym, co zrobiłam nie tak, jak mogłam zrobić. Siedzę w nowym mieszkaniu, zaczynam coś innego, prawdziwego, mam wciąż dookoła siebie kochających ludzi, mamę, siostrę i moją miłość malutką, najukochańszą, która pomaga mi w trudnościach. Ostatnio czuję się niewyraźnie, mam mało siły. Może to przez ten refleksyjny czas. Ale jestem szczęśliwa. bardzo. 



ilość komentarzy (17) | dodaj komentarz do wpisu

szczęśliwa :):)

wtorek, 06 października 2015 9:45

... czasami niespodziewanie zdarza się coś, co na zawsze zmienia nasze myślenie. pozwala na poznanie nowych uczuć bądź emocji albo po prostu wzbudza w nas radość, której się nie da opisać. To się dzieje i ja chcę bardzo, aby wciąż trwało!

 

15 września zaczęło się coś niesamowitego, choć, wiadomo, z początku nic nie wskazywało na to, iż wyjdzie z tego coś więcej niż rozmowa. Siedząc wieczorem wśród bliskich mi osób pomiędzy czterema ścianami i trzymając ją za rękę, wierzyłam, że jestem w stanie pomóc - wówczas rozpoczęła się droga, dzień pierwszy kolejnego stał się drugim i do dzisiaj nazbierało się już ich praktycznie 21. 

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że moja tzw "choroba" to "choroba uczuć i emocji", ale wiem, kiedy jestem czegoś pewna na sto procent i tak jest teraz - zakochałam się w Niej, kocham to, że nie pije alkoholu, kocham to, że mnie szanuje i dba o mnie. Widzę, że jestem dla Niej najważniejsza i nikt nie istnieje poza mną. I bardzo się cieszę, że tak dużo robi dla siebie, że odkrywa radość z życia! Kocham ją całą. Moja E.:*

 

Chciałam co prawda stworzyć coś z TAMTĄ, ale od praktycznie 8 miesięcy nie piję alkoholu i nie chcę go w związku, innych substancji zmieniających świadomość również w nim nie chcę. Poza tym nie będę wchodzić w coś, co mogłoby nie być pewne, a toksyczne. Nie podoba mi się też, że kłamstwo musiało być na pierwszym miejscu, a ja nie chcę kłamać świata, że mogę być szczęśliwa. 

 

a jestem, Właśnie Dzisiaj! 

 



ilość komentarzy (22) | dodaj komentarz do wpisu

7.

poniedziałek, 07 września 2015 23:56

właśnie dzisiaj mija 7 miesięcy. Ten niesamowity, pełen wrażeń czas jest dla mnie pewnego rodzaju nauką na przyszłość - potrafię zrozumieć, że nie należy się poddawać tuż przy pierwszym upadku. Wiem, że mogłabym osiągnąć o wiele więcej niż przypuszczam, a droga do celu choć długa i kręta będzie dla mnie ważnym doświadczeniem życiowym, dzięki któremu uda mi się przetrwać każde potknięcie. Przynajmniej tak sądzę. Poza tym, co dla mnie ważne - spotykam się z NIĄ, od czasu do czasu, na chwilę bądź dłużej. Nie wiem, czy to dobre czy złe, dzisiaj zaczęłam nad tym myśleć. Ma poukładane życie w jakiś tam sposób - a ja pojawiam się i brutalnie niszczę konstrukcję (może nie brutalnie, ale coś burzę na pewno, jakąś stałość). Kiedyś, mimo, że zachowywałam się nieraz w sposób karygodny, ona była i przyjmowała wszystko na siebie. Tymczasem, po roku nieobecności, sytuacja ma się zupełnie inaczej - tym razem w moim sercu nie ma miejsca na ból, uzależnienie czy smutek. Nie chcę znów cierpieć i nie chcę, aby ktoś cierpiał; nie chcę żyć w taki sposób. Dobrze się czuję ze sobą, choć myśli moje dryfują w różne strony, ale gdy je przyhamowuję zauważam, że mam więcej czasu dla bliskich, albo mogę się poświęcić malowaniu obrazów, terapii, i innym przedsięwzięciom. A odnośnie JEJ... Wiem, czego bym chciała, ale czy to co chcę równa się temu co jest dobre? 



ilość komentarzy (18) | dodaj komentarz do wpisu

właśnie dzisiaj nie mam się czego obawiać.

niedziela, 09 sierpnia 2015 22:57

jakieś trzy lata temu mniej więcej o tej porze byłam szaleńczo zakochana i nie chciałam cokolwiek zmieniać. Całokształt egzystencji był mi na rękę, choć sposób zachowywania równowagi wewnętrznej z całą pewnością nie mógł być nawet w najmniejszym stopniu zadowalający, aczkolwiek człowiek zaślepiony to człowiek szczęśliwy. Czasami. Okazało się jednak, że pozbywanie się złudnych priorytetów życiowych jest czynem najważniejszym. Chciałam się okłamać i zrobić jeszcze więcej, aby stać się bardziej wartościowym człowiekiem - jednak nie stanę się lepsza dla siebie, zmieniając życie pod kogoś! To całkiem logiczne, więc odpuszczam coś, co nie jest dla mnie dobre, coś, co przysparza mi tylko problemów, coś, czego tak naprawdę nie chcę! Chcę być sobą i być może gdzieś tam, nie wiadomo gdzie, czeka na mnie ta właściwa kobieta, która zaakceptuje mnie w stu procentach, będzie dla mnie wsparciem i przy niej nie będę musiała się zastanawiać nad przyszłością, kiedy najważniejsze zawsze jest "tu i teraz". Bez tego nie będzie przyszłości. Zawsze, w każdym momencie, jest "tu i teraz" - przeszłość już była, a przyszłość wciąż nie nadeszła. Dwudziestego czwartego lipca byłam u Igorka, obchodziłam z nim jego dziewiąte już urodziny. Widujemy się częściej, nasze relacje się poprawiły, są wręcz idealne - brakuje mi tego, że na co dzień nie możemy ze sobą spędzać czasu - jednak muszę to na teraz zaakceptować. Bardzo go kocham, jest dla mnie najważniejszym Skarbkiem na świecie, dzięki niemu wciąż żyję i co najważniejsze, chce mi się żyć! Siódmego sierpnia obchodziłam równie istotny dzień dla mnie, ponieważ tego dnia minęło równo pół roku od czegoś bardzo ważnego. Siódmego lutego zaczęłam zmieniać na lepsze swoje dotychczasowe życie, udało się i zmiana jest we mnie, jest na teraz bardzo trwała, czuję, że dzieje się to, co powinno. Wspaniałe pół roku. Słowa, o których kiedyś mogłam pomarzyć, stały się rzeczywistością, stały się realne, i wszystko jest we mnie, jest pozytywne i dodaje mi sił. Jest cudnie. Wszystko się układa. Mam kochającą rodzinę, mamę, siskaczka mojego małego i całą resztę... i wracam do tworzenia. :) 



ilość komentarzy (32) | dodaj komentarz do wpisu

nowy tatuaż :)

sobota, 04 lipca 2015 23:26

ostatnio dużo się dzieje, choć mały kryzys przeszedł gdzieś nieopodal czuję się już w znakomitym nastroju :) Byłyśmy z moją młodszą siostrą w odwiedziny u Igorka, było rewelacyjnie, kino (Minionki!), tłuste jedzenie, lody, grill z rodzicami, mnóstwo zdjęć, świetnie spędzony czas. Mam nadzieję jeszcze częściej niż teraz jeździć w tamte rejony, i z siostrą :D dużo pracy, jutro wolne, a dzisiaj byłyśmy zrobić sobie z sis "wspólny tatuaż". To jej pierwszy, więc się stresowała, generalnie nie miała czym, jak później skwitowała. Ogólnie - zajebiście, co się będę rozpisywać. Tak poza tym - 147 dni. ;)



ilość komentarzy (24) | dodaj komentarz do wpisu

z wizytą w Łodzi.

poniedziałek, 22 czerwca 2015 19:16

śpię dzisiaj cały dzień, choć miałam iść do pracy i na terapię - złe samopoczucie i zdecydowanie zbyt dużo się dzieje ostatnio - właściwie większość pozytywów, ale mimo wszystko nie miałam zbyt wiele czasu. Wczoraj wróciłyśmy z mamą z Łodzi, byłyśmy na małym dużym weekendowym Zlocie, było po prostu zajebiście. Wracam spać, jeszcze tu wrócę, może niebawem ;)

 

 



ilość komentarzy (17) | dodaj komentarz do wpisu

z nowości różnych.

niedziela, 24 maja 2015 15:21

miałam ostatnio bardzo mało czasu, nie udało mi się nawet dodać wpisu z okazji urodzin, które obchodziłam 29 kwietnia, a cztery dni temu moja młodsza siostrzyczka miała osiemnastkę. Jestem zalatana z powodu pracy, w której jestem do wieczora (dorywcza robota, ale lepsza taka niż żadna), dodatkowo śmigam na terapie, poprawiające moje samopoczucie i dodające mi wiele energii i sił, aby się nie poddawać byle problemom. Średnio co tydzień, dwa jeżdżę do Igora, co za tym idzie relacje z rodzicami również, o dziwo, się poprawiły. Byliśmy z Igorem na wycieczce z jego szkoły w Czeskim Zoo, co było fajną odskocznią od standardowego spędzania wspólnego czasu. Z powodu moich "uzdolnień plastycznych" miałam okazję się wykazać i zrobić mu pracę do szkoły, taki przestrzenny układ słoneczny, który wyszedł jak prawdziwe arcydzieło, moim skromnym zdaniem :D Dodatkowo mój plan zapuszczania włosów wciąż się sprawdza i już nie staram się nie kombinować za bardzo. Poznałam w ostatnim czasie dużo pozytywnych ludzi, którzy napawają mnie radością. Jeżdżę w różne miejsca, opowiadam o przeszłości, która ukształtowała mnie na osobę, jaką jestem teraz, mimo wielu popełnionych błędów. Z newsów - ukochana Mielonka wróciła do Opola! Mało się odzywa, pewnie z powodu pracy, ale jest szczęśliwa, poznała fajną dziewczynę, życzę im jak najlepiej! Poza tym moja mama jest wspaniała! I moja młodsza siostrzyczka jest cudowna, nasze relacje są coraz lepsze, dzięki pewnym zmianom w moim życiu - bardzo się cieszę! W kwestii "związków - rozwiązków" niewiele się zmieniło i wcale nie narzekam. We wtorek mam się spotkać z koleżanką, jedną z niewielu nietoksycznych osób z mojej przeszłości. Plan zakłada same pozytywy, więc się cieszę :D Na wyborach nie byłam i nie będę, średnio mnie interesuje polityka, chociaż wyrobiłam już swoje zdanie na ten temat - i myślę, tym akcentem zakończę swój wpis. Może dodam coś na dniach w kwestii corocznego wierszydła z okazji urodzin - który i tak poniekąd stworzyłam. Pozdrawiam :)

 

 

 



ilość komentarzy (31) | dodaj komentarz do wpisu

16 tydzień roku; wspaniale :D

środa, 15 kwietnia 2015 12:12

aż ciężko uwierzyć, że ostatnio wszystko układa się wręcz idealnie! Spędziłam z Igorkiem cudowny weekend, niedługo spędzimy następny :) Igor jest specem komputerowym więc mogę się czegoś nowego od niego nauczyć, chociaż czasami nie nadążam, cudowne dziecko po prostu :) z rodzicami też aż niebywale dobrze, zaczęłam się zastanawiać czy z moją głową jest oby na pewno w porządku i doszłam do wniosku, że jak najbardziej jest :D wczoraj był dość szczególny, aczkolwiek dziwny dzień; wszyscy domownicy chodzili zakręceni, bardzo możliwe, że z tego powodu - trochę wspomnień przeszło mimochodem, ale cóż - takie życie. Ja sobie nie zawracam tym głowy, nie mam jakiejś głębszej urazy i lepiej mi się żyje z takim poczuciem - i bardzo możliwe, że z tego powodu lepiej układają się sprawy :) Przeszłam się drugi dzień z rzędu po siostrzyczkę do szkoły, odbyłyśmy pożądany spacer w piękną pogodę, robiąc sobie milion selfie, jak to mamy w zwyczaju :) genialnie :) Starsza siostra będzie w maju w PL, może uda się nam wszystkim spotkać :) no i poznałam kogoś... ale ciiiii :D na dniach może coś z "twórczych pisanin" :D dodaję trzy  fotki, z siostrzyczką moją kochaną;*** i przyjaciółką :D 

 

sis jeeeeee tylko zapisz.jpg

 

z mielonka.JPGfdbfddzxs.JPG



ilość komentarzy (42) | dodaj komentarz do wpisu

wielkanoc 2015!

niedziela, 05 kwietnia 2015 16:11

z racji okazjonalnego dnia należy się wpis! Przyjechała do nas Mielonka, to nasze drugie wspólne Święta, z czego się baaaardzo cieszę :) cała rodzinka się za nią stęskniła, taką Mielonkę to ze świecą szukać a i tak podobnej nie znajdziesz ;) dzisiaj już 57 dzień czegoś WIELKIEGO i WSPANIAŁEGO, rozmawiałam też z rodzicami i Igorkiem, było bardzo pozytywnie, więc z racji tego wydarzenia i innego pojawię się w rodzinnym mieście, bardzo możliwe, że we wtorek i bardzo prawdopodobne, że wraz z mamą :) Byłyśmy z mamą niedawno w Sulistrowiczkach pod Wrocławiem, bardzooo pozytywny wyjazd, który wiele mi dał do zrozumienia i dodał energii do dalszej pracy :) pisałam ostatnio z bratem, który wyjechał do Holandii, niestety, jeżeli on sam nie zdoła zaakceptować pewnej bezsilności, to nikt inny za niego tego nie zrobi, tak czy inaczej, rozmowa również na plus. Nie wspominałam, moja starsza siostra, u której byłam w tamtym roku na Święta jest w ciąży, i najstarsza też, z którą na chwilę obecną nie mam kontaktu. I właściwie nie jestem pewna, czy chciałabym go mieć - mam wokół siebie wspaniałych, kochających ludzi, a moja najmłodsza siostra to taki pozytywny człowieczek, cieszy mnie każdy czas spędzany z nią, dobrze się dogadujemy, mama jest genialna, dużo rozmawiamy, robimy wspólnie wiele rzeczy, Mielonka jest zajebista, mam po prostu wspaniałą rodzinę :)Właściwie to tyle z takich potocznych zdarzeń, wiele też nie chcę pisać i ujawniać :) Wesołych! 



ilość komentarzy (26) | dodaj komentarz do wpisu

Bezwstydny aromat; wersy w liczbach.

sobota, 14 marca 2015 20:23

jak wspomniałam, tak uczyniłam i takie oto wersy wyszły. Ciekawostka: po dziesięciu latach dochodzi do głowy myśl, że szesnaście wcale nią nie jest, a jedynka z szóstką to siedem; wszystko zmienia postać rzeczy, gdyż numerologia zawsze była dla mnie istotna /ostatnio mało czasu, wszystko na dalszej, dobrej drodze, pozytywnie w stu procentach. 

 

 

sześć ścian, a nie pamiętam

ile naliczyłam ostatnio.

- siedem upadło na kolana,

i ósmy rok w podskokach. 

 

tracimy orientację i zapominamy

o tortach urodzinowych

i przekłamanych fascynacjach;

daty zabawiły się w chowanego.

 

tym razem też nie odgadniesz

więcej niż wyczytasz pomiędzy wersami;

a słońce ukłoni się róży pod koniec

i już nie klnąc bajecznie pod nosem

- zaczeka na którąś z dat.

 



ilość komentarzy (41) | dodaj komentarz do wpisu

pierwszy rok za nami!

piątek, 06 marca 2015 13:40

równo rok temu poznałam całą swoją biologiczną rodzinkę, mamę, trzy siostry i brata! To był wyjątkowy dzień i wiele wydarzyło się w ciągu tego roku. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że jest idealnie, mimo, że kontakt z dwójką rodzeństwa mam jaki mam, ale nie żałuję, to ich wybór jakimi chcą być ludźmi! Nie trzymam w sobie urazy, aby ją niepotrzebnie pielęgnować, cieszę się tym, co mam, a posiadam największe szczęście na świecie! Rok temu śmiałam się, że być może uda mi się poznać mamę w dniu jej urodzin, 8 marca, i tak się stało! To niesamowita siła przyciągania i rzecz, która nie zdarza się na co dzień, a właściwie nie zdarza się prawie nigdy! W przeciągu tych 12 miesięcy nauczyłam się, że nie można ufać każdemu, a już w szczególności tym, którym na nas nie zależy, a chcą nas wykorzystać do swoich celów. Poucinałam toksyczne znajomości, aby nie zostawiać sobie otwartej furtki do życia, którego nie chcę prowadzić. Dobrze mi z tym! Cieszę się, że jestem z mamą i siostrą, choć bywa ciężko, ale radzimy sobie! Niesamowite jest też, ilu pozytywnych ludzi poznałyśmy w ostatnim czasie! Odwiedziłyśmy Warszawę, w której nigdy nie byłam, zwiedziłyśmy kilka miejsc z okazji odbywających się Warsztatów, do których oficjalnie przynależymy jako delegatki. Zajmujemy się pewnym rozwijającym programem; nie chcę mówić za dużo, bo to nikomu do szczęścia niepotrzebne. Sprzedałam kilka obrazów za niemałe sumy, co również mnie cieszy, maluję w związku z tym więcej. Piszę nową książkę, gdyż poprzedniej na razie nie chcę kończyć. Na razie mam 35 stron, napisanych w przeciągu jednego miesiąca, więc to też uznaję za sukces. Poza tym żyję Warszawą w dalszym ciągu, jestem mega pozytywnie nastawiona :) nie potrafię pisać w taki "zwykły" dla mnie sposób, więc pewnie na dniach wrzucę kawałek "twórczości". Pozdrawiam was :)



ilość komentarzy (27) | dodaj komentarz do wpisu

dedykowany przypadkowi.

czwartek, 12 lutego 2015 14:35

 

 

Pociąg jedzie wskazanym torem,

w nim On, Oni, inne przypadłości.

Każdy z nich w którymś momencie skończy swój bieg.

 



ilość komentarzy (47) | dodaj komentarz do wpisu

życie na wyłączność.

piątek, 09 stycznia 2015 0:37

zniesmaczona znowu siedziałam, a krzyczeli nad naszymi głowami zachłannie, pamiętam. I ten ból, rozchodzący się bezczelnie po ciele, pamiętam. Było już aż nazbyt późno, bo wcześnie zarazem, a i tak wbijałam się twardo w to, na czym siedziałam. O ile można powiedzieć, że rzeczywiście siedziałam. Może i lewitowałam wśród nich. Mogłam czuć wszystko i jeszcze bardziej czuć się skrycie, aby w chwili późniejszej odkryć prawdę i poczuć tak dobrze znane mi wypełnienie. Przeskakiwałam pomiędzy jednym oknem a drugim, szukając czegoś ciekawszego, za każdym razem natrafiając wyłącznie chwilowo. Cóż za otępienie. Tamten miał w zanadrzu ukrytą ripostę, więc rzucił ją na nas, aż przyciemniło wszelkie dobiegające nas światło. Potem ktoś się zaśmiał wykwitnie, jak gdyby kawior nie był już nic wart w monotonii naszego życia. Do niego dołączyli i oni, spragnieni wydobywania z siebie głosów, których nigdy by nie wyrzucili, tak po prostu, gdziekolwiek. Zrobili identycznie, myśląc, iż było to coś istotnego, jakiś krok w przyszłość i zmienienie biegu czasu. A skąd, on i tak wie, w jaki sposób może się poruszać. Fragmenty szkła przebiegły między nimi jak sarny, obijały się o niezrozumiałe krawężniki. Kolejna strona przeleciała mi przed oczami. Jakim cudem można tak swobodnie oddychać? Może się wydawać, że to tylko chwila, moment, a następnie topisz się i przestajesz rozumieć, dlaczego krew nie dopływa do mózgu. To tylko historia połączona z geografią współgrających, natłok gestów, których ze względu na ogrom nie potrafisz ująć w jedno spojrzenie. To tak zwany przesadyzm, zmieniający swoją postać w neutralizm. I dopiero wówczas możesz sobie nie zdawać sprawy z tego, kim możesz tak naprawdę być. Łaknij szczęścia, gdy masz go zbyt wiele. Może go kiedyś zabraknąć i nie odczujesz wcale. Tymczasem oni podrzucają latawce, napełniając nie ogniem, i lecą w górę balony, w których króluje hel, nic poza tym nie leci powyżej naszych możliwości. Czy poczuwasz się do braku odpowiedzialności za wymienione czyny? A przecież, że nie, po jaką cholerę? Dlaczego czasem na różne skinienia ty musisz odpowiadać twierdząco? Dlaczego się jąkasz, próbując natrafić na odpowiedź? Dobrze wiesz, że pytania nie dotyczą ani latawca, ani balona. 

 

 

dzisiaj, czytając ten kulejący fragment mojej książkowej twórczości, nie potrafię odgadnąć w którym momencie zaczęło chodzić o człowieka męczącego się ze sobą samym w stanach psychicznych jak i fizycznych. Nie wiem, z jakiego powodu coś kiedyś napisałam.  W pijackich stanach nie trudno o wynaturzoną twórczość, jednak ten fragment jakoś pasuje mi do nastroju. Ciężko mi sprecyzować dlaczego uczestnictwo w spotkaniach, do których w jakiś sposób przynależę, są dla mnie aż tak istotne. Nie-robienie czegoś, nie-myślenie o czymś, wydaje mi się, że to nie jest wszystko. Prawdopodobnie jest coś "ponad TYM wszystkim", siła wyższa, do której niewątpliwie mnie ciągnie. Różnorodne sposoby wypowiedzi, doświadczenia, przeżycia, wydaje się, że "wszyscy są jednakowo równi". Wyłączność celu "grupy" jest dla mnie klarowna i zrozumiała. I mimo małego wahania jestem pewna, że znalazłam miejsce dla siebie i ludzi, których obecność jest dla mnie ważna. 



ilość komentarzy (115) | dodaj komentarz do wpisu

wtorek, 27 czerwca 2017

ile osób odwiedziło:  2 013 529  

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz proszę na maila: tamas.shane@gmail.com

podsumowanie na pod koniec dygresji

ile osób odwiedziło: 2013529
ilość moich wpisów:
  • liczba: 403
  • komentarze: 13726
żyję tutaj dopiero : 3471 dni

dopisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowym wpisie

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: